Apokalipsa... Będzie padać i padać, a potem ziemia nasyci się i wzejdzie nowe ziarno, jakiego nigdy przedtem nei było. I nie będzie chwastów wśród gęstych zbóż. Ale nas już nie będzie, żeby zachwycać się nowym wszechświatem.
Nazwa oddaje istnienie, nie istotę rzeczy.
"Gdzie myśli nie chowa się w słowa
A jawny jej daje się kształt" ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mit. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 grudnia 2007
poniedziałek, 24 września 2007
Chwila, moment, proces...
Jednym z naczelnych grzechów Człowieka jest uznanie że życie jest statyczne, gdy jest ono procesem. Dokładniej jest procesem z pamięcia, czyli procesem który istotnie zależy od swojej historii. Z tego głównego błędu wynika wiele błędów szczegółowych.
Wszystkie próby zaklęcia szczęśliwej chwili kończą się katastrofą, grą, maskaradą, teatrem...
Owszem można zakląć chwilę, ale procesu z definicji nie. Po pierwsze życie jest procesem nieodwracalnym. Po drugie nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, nawet jeśli rzeka będzie ta sama, osoba która do niej wchodzi --- zmieni się. Gdyby całkowicie odtworzyć moment i to co do niego prowadzi, nawet to nie będzie powrotem (lecz pierwszą wyprawą).
Każdy powrót jest nową wędrówką.
Stąd "pusty taniec" rytuał tańczony dla pewnej formy, rytuał z którego nic nie płynie.
Ale czy nie tak kończy każda próba zaklęcia czegoś? Chciano zachować słowa Mojżesza, Chrystusa, Machometa, i co z tego przyszło? "Jaki koń jest, każdy widzi." Może jednego Buddę udało się zachować, ale to dlatego iż zachowano stawanie się buddą, a nie samego Buddę.
Jakimż niewdzięczym powiernikiem dobrych nowin jest papier! Można go dokładnie przepisywać w nieskończoność, a i tak w drugim pokoleniu cała jego treść odpłynie. Co innego zachować coś w żywej, zmiennej tradycji ustnej. Niby wszystko od razu jest tracone, a mity Pogan widać do dziś w bajkach ciemnej rusi.
*Hmm. Tak to zapamiętałem. Ale w książce znalazłem tylko to:
1
Jest mi w tej chwili bardzo dobrze, składa się na to wiele rzeczy, między innymi towarzystwo, ale też to że jadę 4 godzinę pociągiem i piszę notkę do bloga. Wreszcie dlatego że ostatni tydzień był ciężki, i gro tego szczęścia wynika z nicnierobienia-przez-cztery-godziny. Szczęście tej chwili wynika nie tylko z niej a z tego co ją poprzedzało.Wszystkie próby zaklęcia szczęśliwej chwili kończą się katastrofą, grą, maskaradą, teatrem...
Owszem można zakląć chwilę, ale procesu z definicji nie. Po pierwsze życie jest procesem nieodwracalnym. Po drugie nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, nawet jeśli rzeka będzie ta sama, osoba która do niej wchodzi --- zmieni się. Gdyby całkowicie odtworzyć moment i to co do niego prowadzi, nawet to nie będzie powrotem (lecz pierwszą wyprawą).
Każdy powrót jest nową wędrówką.
2
W pierwszej wersji pracy o Jedności przeciwieństw chciałem na przykładach pokazać że przeciwieństwa są tym samym, a jeśli nie są tym samym to nie mogą być przeciwieństwami.A co z przeciwieństwem życia i śmierci? One nie są przeciwieństwami! Jakże stan może być przeciwieństwem procesu? Tylko proces może być przeciwieństwem procesu, a stan --- stanu.
Cóż może być przeciwieństwem życia? Umieranie Ale przecież życie jest umieraniem. Jakie jest przeciwieństwo śmierci? Przeciwieństwem śmierci jest to do czego, chociażby, dążyli magowie Archipelagu --- niezaburzone trwanie. Ale owo trwanie jest właśnie śmiercią, bo źycie jest zmianą.
3
Od drugiej strony podszedłem do tego problemu jakiś czas temu. Czytałem "Grobowce Atuanu" i tam w jednej scenie Artha-Tenar tańczyła samotnie przed Pustym Tronem, skomplikowany taniec, którego elementem było podrzucanie noża. Odtańczenie tego tańca było niezbędnym rytuałem*.Stąd "pusty taniec" rytuał tańczony dla pewnej formy, rytuał z którego nic nie płynie.
Ale czy nie tak kończy każda próba zaklęcia czegoś? Chciano zachować słowa Mojżesza, Chrystusa, Machometa, i co z tego przyszło? "Jaki koń jest, każdy widzi." Może jednego Buddę udało się zachować, ale to dlatego iż zachowano stawanie się buddą, a nie samego Buddę.
Jakimż niewdzięczym powiernikiem dobrych nowin jest papier! Można go dokładnie przepisywać w nieskończoność, a i tak w drugim pokoleniu cała jego treść odpłynie. Co innego zachować coś w żywej, zmiennej tradycji ustnej. Niby wszystko od razu jest tracone, a mity Pogan widać do dziś w bajkach ciemnej rusi.
*Hmm. Tak to zapamiętałem. Ale w książce znalazłem tylko to:
Wyciągnęła rękę i szybkim ruchem wysunęła zza jego pasa maty stalowy sztylet, który mu dała. Mężczyzna pozostał nieruchomy,niby okryty szatami posąg. Ostry z jednej strony sztylet miał tylko cztery cale długości;był miniaturą noża ofiarnego. Stanowił część stroju Kapłanki Grobowców i musiała go nosić razem z kółkiem na klucze, pasem z końskiego włosia i innymi przedmiotami; nikt nie wiedział, do czego służą niektóre z nich. Używała sztyletu wyłącznie podczas jednego z tańców, jakie wykonywała przed Tronem o nowiu: podrzucała go do góry i chwytała. Lubiła ten taniec, dziki rytm wybijany stopami o podłogę. Z początku kaleczyła sobie palce i dopiero po pewnym czasie nauczyła się chwytać zawsze za rękojeść.
Tagi:
bardzo zen,
best of the best,
dobre zycie,
entropia,
filozof,
literatura-ref,
lubię,
mit,
religia
środa, 19 września 2007
O czym byśmy nie gadali, kończymy na rozmowie o jednym...
(09:15:22 PM) Hania: czarnej afryki? oni tam zdaje sie mieli fizia na punkcie labedzi.... czy z czyms myle?
(09:15:19 PM) GG: Hmm. Nie było o tym. Ale ja to moglem przeczytać niedokładnie.
(09:17:18 PM) GG: To było czytane jakoś na starcie studiów równoległych ;)
(09:18:01 PM) Hania: nie, predzej mi sie cos przewidzialo...
(09:17:56 PM) GG: Ależ nie. To na pewno mój błąd.
(09:18:49 PM) Hania: skadze! - mysle, ze jednak moj
(09:18:49 PM) GG: Nalegam. Mój błąd.
(09:20:07 PM) Hania: jestes bardzo uprzejmy, jednak wydaje mi sie, ze moj. wlasciwie, skad w Afryce labedzie...
(09:20:38 PM) GG: Ach, przecież to w Afryce, żyją tak często wykorzystywane w przkładach złych epistemologów, czarne łabędzie.
(09:23:12 PM) Hania: skoro jednak fruwaja tam calymi, zapewne, stadami, i sa codziennym widokiem, nic dziwnego, ze nie ma o nich ani slowa w afrykanskiej mitologii. jak o naszych golebiach. przeciez to oczywiste.
(09:24:24 PM) GG: Jednak my żyjemy w kulturze Europejskiej. A przecież Egipcjanie czcili np. wzmiankowanego kiedyś Hipopotama. A przecież Hipopotam był również zwierzęciem im znanym.
(09:27:52 PM) Hania: hm... to powazny argument... niemniej nie mozesz udowodnic ze mieszkancy Afryki czcili labedzia metoda udowodnienia (niezaprzeczalnie) ze Egipcjanie czcili hipopotama....
(09:30:27 PM) GG: Ja tylko wskazuję na taką możliwość. A ponieważ w Naturze prawie każda możliwosć ma swoją realizację (skoro niesprzeczne są ryby z lampą na czole, w rowie mariańskim istnieją). W ten oto sposób niniejszym dowodzę że łabądź był czczony w Afryce.
(09:38:29 PM) Hania: i w tym wlasnie tkwi blad... nie jest prawda, ze w Naturze prawie kazda mozliwosc posiada realizacje - wprost przeciwnie! rozpatrzmy analogie mitologia afrykanska - ludzkie zycie (np Twoje) zobacz, jak niewielki procent swoich potencjalnych mozliwosci realizujesz (np moglbys byc teraz w technikum samochodowym albo na Majorce) tak samo w Naturze niewielki procent mozliwosci jest zrealizowany. tym samym - jest bardzo bardzo malo prawdopodobne, aby labedz byl czczony w Afryce.
(09:43:56 PM) GG: Nie mogę się zgodzić. Mylisz tutaj osobę i próbę statystyczną. Ja jako ja owszem nie mogę zrealizować wszystkich możliwości, natomiast w społecznej próbce osób podobnych do mnie wszystkie możliwości są zrealizowane. Tak samo o ile to że w jednym plemieniu czczono łabędzie jest owszem (i tu się zgodzę) mało prawdopodobne, ale wśród wszystkich plemion afryki na przestrzeni trzech tysięcy lat jej histrii? To że jakieś plemie je czciło jest wręcz pewne.
(09:51:49 PM) Hania: niestety, wciaz nie jestem przekonana. otoz wydaje mi sie, ze - biorac pod uwage niezwykle bogata i roznorodna flore Afryki - realizacja tak nieciekawej mozliwoci jak kult labedzia jest jednak malo prawdopodobna. oczywiscie, istnienie wielu plemion na przestrzeni wielu lat jest mocnym argumentem - a jednak! ktore z nich zdecydowaloby sie otoczyc czcia labedzia, majac do wyboru zebre, slonia, antylope, kolczatke...?
(09:52:23 PM) Hania: hm, nie flore... faune. mialo byc faune [oups]
(09:52:15 PM) GG: Poddaje się. Masz rację. W obu kwestiach.
(09:55:09 PM) Hania: :D no nie... czy to znaczy, ze wlasnie uznajemy prawdziwosc dwoch sadow sprzecznych? (i to tylko dlatego, ze sa moje)
(09:55:09 PM) GG: Właśnie. Nigdy nie szanowałem logik niesprzecznych... strasznie mało z nich wynika.
(09:56:49 PM) Hania: mhm, z naszej rozmowy natomiast wynika w tej chwili wszystko. jak lubi powtarzac Los: (p i ~p) -> cokolwiek
(09:57:05 PM) GG: Tylko jeśli zaakceptujemy prawo dunsa szkota (?). Natomiast w mojej nowej teorii prawdy...
(09:57:09 PM) GG: ;)
(09:58:01 PM) Hania: mhm....?
(09:58:50 PM) GG: Oj. No to idzie tak że prawda jest zrelatywizowana do sytuacji. Przykładowo jeśli budujesz dom możesz przyjąć źe ziemia jest płaska, natomiast jak budujesz most co ma 20 km, to warto wziąć poprawkę na krzywiznę ziemi.
(10:01:22 PM) Hania: chyba mi juz o tym wspominales... ej, ale do tego mozna wszystko naciagnac. tzn, zasadniczo, Twoja teoria prawdy pozwala mi zyc w moim malym swiecie falczywych (?) przekonan, jesli sa one dla mnie wygodne :) ok, ja tak moge.
(10:02:19 PM) GG: Właśnie o to chodzi. Jeśli się sprawdzają w danej sytuacji to są (z definicji) prawdziwe. Nie ma co ich odrzucać w sytuacji w której się sprawdzają, tylko dlatego że gdzieś daleko, daleko już nie obowiązują.
(10:04:58 PM) GG: Więc reasumując masz rację we wszystkich trzech przypadkach ;)
(10:06:52 PM) Hania: ale... to Ty tez? we wszystkich, hm, czterech? i Twoja teoria prawdy jest bezwarunkowo prawdziwa?
(10:06:54 PM) GG: Czy jest prawdziwa zobaczymy ;) Bo to oceni pani Gęgotek ;)
(10:07:29 PM) GG: No nie ja całkowicie nie mam racji. Bowiem w jednej sytuacji muszę być już niesprzczny ;)
(10:09:31 PM) Hania: no nie... nie mozesz nie miec racji, skoro sa Twoje urodziny.
(10:09:41 PM) Hania: (to aksjomat)
(10:09:26 PM) GG: lol
(10:10:11 PM) GG: Też racja.
(10:11:11 PM) GG: W jednej książce były elekroniczne mnichy. Czyli roboty, które służyły żeby wierzyć za właścicieli, jeden z bochaterów był właśnie elektrycznym mnichem i mógł wierzyć w siedem sprzecznych rzeczy na raz
(10:13:47 PM) Hania: "wysoko na skalistym polwyspie siedzial elektryczny mnich na znudzonym koniu..."
(10:14:37 PM) Hania: no wiesz, jakby pogrzebac w psychice czlowieka to wiekszosc z nas ma w sobie cos z elektrycznego mnicha
(10:14:34 PM) GG: Nie wiem. Znaczy mnich sobie z tego zdawał sprawę.
(10:16:43 PM) GG: A tacy na przykład logicy wydają się twierdzić że wszystko ma być niesprzeczne, czyli nie zdaja sobie sprawy ze sprzeczności.
(10:17:41 PM) Hania: nie lubimy logikow, co?
(10:17:40 PM) GG: Jeden mnie ulał, drugi nie miał mnie na liście ;)
(10:17:51 PM) GG: Tak mamy na pieńku.
(09:15:19 PM) GG: Hmm. Nie było o tym. Ale ja to moglem przeczytać niedokładnie.
(09:17:18 PM) GG: To było czytane jakoś na starcie studiów równoległych ;)
(09:18:01 PM) Hania: nie, predzej mi sie cos przewidzialo...
(09:17:56 PM) GG: Ależ nie. To na pewno mój błąd.
(09:18:49 PM) Hania: skadze! - mysle, ze jednak moj
(09:18:49 PM) GG: Nalegam. Mój błąd.
(09:20:07 PM) Hania: jestes bardzo uprzejmy, jednak wydaje mi sie, ze moj. wlasciwie, skad w Afryce labedzie...
(09:20:38 PM) GG: Ach, przecież to w Afryce, żyją tak często wykorzystywane w przkładach złych epistemologów, czarne łabędzie.
(09:23:12 PM) Hania: skoro jednak fruwaja tam calymi, zapewne, stadami, i sa codziennym widokiem, nic dziwnego, ze nie ma o nich ani slowa w afrykanskiej mitologii. jak o naszych golebiach. przeciez to oczywiste.
(09:24:24 PM) GG: Jednak my żyjemy w kulturze Europejskiej. A przecież Egipcjanie czcili np. wzmiankowanego kiedyś Hipopotama. A przecież Hipopotam był również zwierzęciem im znanym.
(09:27:52 PM) Hania: hm... to powazny argument... niemniej nie mozesz udowodnic ze mieszkancy Afryki czcili labedzia metoda udowodnienia (niezaprzeczalnie) ze Egipcjanie czcili hipopotama....
(09:30:27 PM) GG: Ja tylko wskazuję na taką możliwość. A ponieważ w Naturze prawie każda możliwosć ma swoją realizację (skoro niesprzeczne są ryby z lampą na czole, w rowie mariańskim istnieją). W ten oto sposób niniejszym dowodzę że łabądź był czczony w Afryce.
(09:38:29 PM) Hania: i w tym wlasnie tkwi blad... nie jest prawda, ze w Naturze prawie kazda mozliwosc posiada realizacje - wprost przeciwnie! rozpatrzmy analogie mitologia afrykanska - ludzkie zycie (np Twoje) zobacz, jak niewielki procent swoich potencjalnych mozliwosci realizujesz (np moglbys byc teraz w technikum samochodowym albo na Majorce) tak samo w Naturze niewielki procent mozliwosci jest zrealizowany. tym samym - jest bardzo bardzo malo prawdopodobne, aby labedz byl czczony w Afryce.
(09:43:56 PM) GG: Nie mogę się zgodzić. Mylisz tutaj osobę i próbę statystyczną. Ja jako ja owszem nie mogę zrealizować wszystkich możliwości, natomiast w społecznej próbce osób podobnych do mnie wszystkie możliwości są zrealizowane. Tak samo o ile to że w jednym plemieniu czczono łabędzie jest owszem (i tu się zgodzę) mało prawdopodobne, ale wśród wszystkich plemion afryki na przestrzeni trzech tysięcy lat jej histrii? To że jakieś plemie je czciło jest wręcz pewne.
(09:51:49 PM) Hania: niestety, wciaz nie jestem przekonana. otoz wydaje mi sie, ze - biorac pod uwage niezwykle bogata i roznorodna flore Afryki - realizacja tak nieciekawej mozliwoci jak kult labedzia jest jednak malo prawdopodobna. oczywiscie, istnienie wielu plemion na przestrzeni wielu lat jest mocnym argumentem - a jednak! ktore z nich zdecydowaloby sie otoczyc czcia labedzia, majac do wyboru zebre, slonia, antylope, kolczatke...?
(09:52:23 PM) Hania: hm, nie flore... faune. mialo byc faune [oups]
(09:52:15 PM) GG: Poddaje się. Masz rację. W obu kwestiach.
(09:55:09 PM) Hania: :D no nie... czy to znaczy, ze wlasnie uznajemy prawdziwosc dwoch sadow sprzecznych? (i to tylko dlatego, ze sa moje)
(09:55:09 PM) GG: Właśnie. Nigdy nie szanowałem logik niesprzecznych... strasznie mało z nich wynika.
(09:56:49 PM) Hania: mhm, z naszej rozmowy natomiast wynika w tej chwili wszystko. jak lubi powtarzac Los: (p i ~p) -> cokolwiek
(09:57:05 PM) GG: Tylko jeśli zaakceptujemy prawo dunsa szkota (?). Natomiast w mojej nowej teorii prawdy...
(09:57:09 PM) GG: ;)
(09:58:01 PM) Hania: mhm....?
(09:58:50 PM) GG: Oj. No to idzie tak że prawda jest zrelatywizowana do sytuacji. Przykładowo jeśli budujesz dom możesz przyjąć źe ziemia jest płaska, natomiast jak budujesz most co ma 20 km, to warto wziąć poprawkę na krzywiznę ziemi.
(10:01:22 PM) Hania: chyba mi juz o tym wspominales... ej, ale do tego mozna wszystko naciagnac. tzn, zasadniczo, Twoja teoria prawdy pozwala mi zyc w moim malym swiecie falczywych (?) przekonan, jesli sa one dla mnie wygodne :) ok, ja tak moge.
(10:02:19 PM) GG: Właśnie o to chodzi. Jeśli się sprawdzają w danej sytuacji to są (z definicji) prawdziwe. Nie ma co ich odrzucać w sytuacji w której się sprawdzają, tylko dlatego że gdzieś daleko, daleko już nie obowiązują.
(10:04:58 PM) GG: Więc reasumując masz rację we wszystkich trzech przypadkach ;)
(10:06:52 PM) Hania: ale... to Ty tez? we wszystkich, hm, czterech? i Twoja teoria prawdy jest bezwarunkowo prawdziwa?
(10:06:54 PM) GG: Czy jest prawdziwa zobaczymy ;) Bo to oceni pani Gęgotek ;)
(10:07:29 PM) GG: No nie ja całkowicie nie mam racji. Bowiem w jednej sytuacji muszę być już niesprzczny ;)
(10:09:31 PM) Hania: no nie... nie mozesz nie miec racji, skoro sa Twoje urodziny.
(10:09:41 PM) Hania: (to aksjomat)
(10:09:26 PM) GG: lol
(10:10:11 PM) GG: Też racja.
(10:11:11 PM) GG: W jednej książce były elekroniczne mnichy. Czyli roboty, które służyły żeby wierzyć za właścicieli, jeden z bochaterów był właśnie elektrycznym mnichem i mógł wierzyć w siedem sprzecznych rzeczy na raz
(10:13:47 PM) Hania: "wysoko na skalistym polwyspie siedzial elektryczny mnich na znudzonym koniu..."
(10:14:37 PM) Hania: no wiesz, jakby pogrzebac w psychice czlowieka to wiekszosc z nas ma w sobie cos z elektrycznego mnicha
(10:14:34 PM) GG: Nie wiem. Znaczy mnich sobie z tego zdawał sprawę.
(10:16:43 PM) GG: A tacy na przykład logicy wydają się twierdzić że wszystko ma być niesprzeczne, czyli nie zdaja sobie sprawy ze sprzeczności.
(10:17:41 PM) Hania: nie lubimy logikow, co?
(10:17:40 PM) GG: Jeden mnie ulał, drugi nie miał mnie na liście ;)
(10:17:51 PM) GG: Tak mamy na pieńku.
czwartek, 7 czerwca 2007
niedziela, 27 maja 2007
Święty Augustyn rozumiał dobro jako pierwotne dla Bytu.
Święty Tomasz rozumiał byt jako pierwotny dobru.
I co ja mam w tym zrobić jak w mojej ontologii nie ma specjalnie miejsca na hierarchizację? One są obok siebie i nawet jeśli jedno jest pierwotne w stosunku do drugiego, to nic nie zmienia w metodzie odbioru, w istocie interakcji pomiędzy mną a tym czymś.
To że kwarki są w pewnym sensie pierwotne dla protownów, a protony --- dla atomów (konstytuują je), nie znaczy że mamy hierarchię: kwarki => protony => atomy. Nie znaczy to że jedne są lepsze (wyższe, fajniejsze, etc) od drugich.
To że Bóg jest pierwotny dla świata, nie dodaje Mu wspaniałości (wysokości, whatever) ni światu jej nie ujmuje.
Wogóle jak można mówić o jakiejś pierwotności? One (Bóg, świat; dobro, byt; kwark, proton) są obok siebie, to że jedno konstruuje drugie jest naszą abstrakcją. W realnym świecie one po prostu są obok, mówienie gdbyby Boga nie było. . ., jest umysłową wyczieczką w rejony nieznane.
Święty Tomasz rozumiał byt jako pierwotny dobru.
I co ja mam w tym zrobić jak w mojej ontologii nie ma specjalnie miejsca na hierarchizację? One są obok siebie i nawet jeśli jedno jest pierwotne w stosunku do drugiego, to nic nie zmienia w metodzie odbioru, w istocie interakcji pomiędzy mną a tym czymś.
To że kwarki są w pewnym sensie pierwotne dla protownów, a protony --- dla atomów (konstytuują je), nie znaczy że mamy hierarchię: kwarki => protony => atomy. Nie znaczy to że jedne są lepsze (wyższe, fajniejsze, etc) od drugich.
To że Bóg jest pierwotny dla świata, nie dodaje Mu wspaniałości (wysokości, whatever) ni światu jej nie ujmuje.
Wogóle jak można mówić o jakiejś pierwotności? One (Bóg, świat; dobro, byt; kwark, proton) są obok siebie, to że jedno konstruuje drugie jest naszą abstrakcją. W realnym świecie one po prostu są obok, mówienie gdbyby Boga nie było. . ., jest umysłową wyczieczką w rejony nieznane.
środa, 2 maja 2007
Anzelma dowód na istnienie Boga
Streszczenie dowodu:
Krytyka dowodu:
Wariacja Kartezjusza:
Idzie tak:
Krytyka:
Tagi: św. Anzelm, Kartezjusz, Ontologiczny dowód na istnienie Boga.
- Bóg to (z definicji) byt taki że doskonalszego być nie może.
- Byt doskonały ma wszystkie cechy które są takie że: "Doskonałej je mieć niż nie mieć".
- Byt istniejący jest zawsze doskonalszy od nieistniejącego.
- Bóg jako najdoskonalszy musi więc istnieć.
Krytyka dowodu:
- Krytyka kroku 1.
Jest tu wykonane implicite przypisanie, znaczy do pojęcia Bóg przypisujemy pewien konkretny obiekt, charakteryzowany przez pewne cechy.
Reguła charakteryzacji:
Załóżmy że mamy operator f(x), gdzie x to cecha, który zwraca obiekt o cesze x. x(y)
Reguła ta stwierdza że:x(f(x)) jest prawdą
Po ludzku: Reguła ta stwierdza że jeśli mamy definicję (czyli cechę x), to każdy obiekt który jest charakteryzowany tak że ma te cechy, te cechy rzeczywiście posiada. Uwaga: 'nie ma te cechy', ale 'jest charakteryzowany przez ich posiadanie'.
Zasada ta wydaje się być zdroworozsądkowa. Przecież każdy obiekt charakteryzowany przez to że jest kotem, jest kotem. Jednak działa ona tylko gdy istnieje przynajmniej jeden charakteryzowany tak obiekt.
Przykładowo:
Żyjemy na planecie, która jest idealnie kulista. Mamy zdanie: "Najwyższa góra na tej planecie jest górą", zdanie to jest tłumaczone na: "Obiekt charakteryzowany przez cechę 'jest najwyższą górą na tej planecie' jest górą". Zdanie to jest fałszywe bo na płaskiej planecie w ogóle nie ma gór.
Przykładowo:
Udowodnijmy zdanie że istnieje święty mikołaj. Stosujemy zasadę charakteryzacji do zdania: "Zdanie stwierdzające że [istnieje święty mikołaj i będące zdaniem prawdziwym], jest prawdziwe". W nawiasach kwadratowych umieściłem definicję zdania do którego stosujemy zasadę charakteryzacji. Dowód skończony --- wykazaliśmy właśnie że zdanie stwierdzające że istnieje święty mikołaj jest prawdziwe.
Dla programistów(jak nie programujesz, proszę nie czytaj):
Wyobraźmy sobie funkcję zwracającą wskaźnik do obiektu charakteryzowanego (kod w Javie):God getGod(GodCharacteristics chars){
Wydaje się że potem możemy sobie napisać/*Funkcja wyszukuje i zwraca Boga*/
}if(getGod().getClass().isInstance(God.class)){
Otóż nie jest to prawda. Jeśli nasza funkcje nie będzie mogła znaleźć jakiegoś obiektu klasy God (czyli gdy Boga nie ma), to funkcja* zwróci null i wynikiem działania tego blokui będzie NullPointerException.System.out.println("All is OK");
}
* Nie rzuca wyjątków, więc nie może nic innego zrobić. Gdyby rzucała to i tak ten blok by się nie wykonał, bo poleciałby wyjątek
koniec cześci dla programistów
Krytyka ta jest o tyle ważna że atakuje samo jądro argumentu, czyli zdanie:
Bóg to istota najdoskonalsza. Jeśli Boga nie ma to nie jest on najdoskonalszy.
Argument pochodzi z książki: "Beyond the Limits of Thought", Clarendon press, Oxford 2002
- Krytyka kroku 2
Ogólnie to jest bzdura bo:
Ale czy nie jest sprzecznym posiadanie wszystkich dobrych cech?? Przecież nie można być na raz miłosiernym i sprawiedliwym. Albo miłosiernym, sprawiedliwym i konsekwentnym.
Nie można być na raz całkowicie wolnym i całkowicie dobrym, bowiem taka całkowita dobroć to konieczność pomagania innym (czyli przymus), każdy kto cierpi będzie miał władzę nad osobą całkowicie dobrą (zmusi ją do niesienia mu pomocy).
Oczywiście obrona tego pojęcia może przebiegać tak: To weźmy najszerszy niesprzeczny zbiór tych pojęć. . . Ale przecież do tego zbioru nie musi wpadać istnienie (trzeba byłoby to dowodzić --- have fun.) - Krytyka kroków 3 i 4:
Kant mówił że istnienie nie jest cechą obiektu. Więc skoro nie jest cechą w ogóle to też nie może być cechą definicyjną. Więc jeśli nie jest cechą definicyjną, to cecha ta nie może sankcjonować istnienia.
Można też powiedzieć ala Tarsky, że istnienie nie jest cechą języka, a metajęzyka. Czyli nie dotyczy świata, a języka. - Krytyka Gaunillo (mnich z tego samego okresu co Anzelm)
Wyobraźmy sobie najdoskonalszą możliwą do pomyślenia wyspę (czyli posiadającą wielkie bogactwa). Wyspa ta koniecznie istnieje. Czyli ISTNIEJE posiadające wszelkie bogactwa wyspa.
Anzelm odpowiedział na ten argument twierdząc że chodzi mu o istnienie konieczne. Czyli Bóg istnieje koniecznie. A wyspa (jako coś materialnego) nie może istnieć koniecznie.
Kontrargument jest bez sensu.
Istnieje ale jakoś inaczej --- pusty śmiech.
To po co mówić że istnieje. Trzeba nowy termin ukuć. Przecież gość mówi: istnieje ale nie istnieje!! Albo istnieje ale nie tak jak my istniejemy.
Wariacja Kartezjusza:
Idzie tak:
- Znajduję w swym umyśle ideę istoty doskonałej.
- Idea istoty doskonałej jest doskonała.
- Coś doskonałego nie mogło zostać stworzone przez coś mniej doskonałego (skutek nie może być doskonalszy od przyczyny)
- Czyli ta idea musiała zostać stworzona przez istotę doskonałą.
- Jeśli istota doskonała coś stworzyła to istnieje.
Krytyka:
- Krok 1 (bezczelnie). Ja jej nie znajduje :P.
- Krok 2. Idea istoty doskonałej nie jest doskonała!. Idea kota nie miałczy. Idea trójkątna nie jest trójkątna. Idea trucizny nie jest trucizną. Idea niepamięci nie jest niepamięcią.
- Krok 3. Bzdura! Przecież dzieci bywają doskonalsze od ich rodziców.
- Czy dowód istnienia Boga w światopoglądzie racjonalnym jest w ogóle możliwy? Dowody ontyczno/metafizyczne (logiczne) są odrzucane prawie że a priori. Natomiast Bóg jako łamacz praw natury jest po prostu, w tym światopoglądzie, nie możliwy. Bo to nie jest tak że prawa natury są łamane, łamane mogą najwyżej być ich nasze formulacje. Albo wręcz uznajemy że prawa natury są statystyczne czyli cuda się zdarzają.
A brzytwa ockhama? Przecież prawie zawsze prostszym wyjaśnieniem będzie oszustwo tych co dają świadectwo o cudach, niż sam cud. - Czy te argumenty nie dowodzą istnienia Absolutu? A jak odwieść istnienei JHWH? Boga izraelitów, Boga gniewu, zemsty, wszechmogącego Boga który zabija (niewinnych!) pierworodnych w Egipcie? Przecież będąc wszechmogącym mógł to załatwić bez zabijania Egipcjan.
Nie chodzi o to że Bóg jest zły. Ale o to że dowód na istnienie Boga może dowieść tylko istnienia jakiegoś naszego pojęcia Boga. A nie Boga, który ex definitio jest nie pojmowalny. - Cóż za pycha, cóż za samochwalstwo!! Jakiż wpływ na świat mają myśli? Gdyby się okazało że z logiki koniecznie wynika sprzeczność to wina Nas a nie Świata.
Logika jest prawdziwa tylko dlatego że nic nie mówi o świecie.
To nie jest tak że nasz system pojęć (nie ma ogólnego systemu pojęć) ma wpływ na to co jest.
Logika jest metajęzykiem. I predykaty języka (istnienie) nie mogą się stosować do predykatów metajęzykowych.
Czy chcemy, czy nie, nasze myśli nie mają żadnego innego wpływu na to co jest niż ten wpływ, który wywierają na nasze ręce które mogą uczynić rzeczywistość inną.
Tagi: św. Anzelm, Kartezjusz, Ontologiczny dowód na istnienie Boga.
czwartek, 15 lutego 2007
Poją mnie wrzosy, paprocie miedziane
i srebrne słońce i lazur głęboki.
Płyną -
doliną - potoki wezbrane -
łączą się -
sączą - przez śniegi, opoki -
łona -
ramiona tulą się w obłoki.
Duch mój okrąża Himalajów szczyty -
grody -
pagody tylko sercu znane -
w sennym klasztorze - spoglądam na morze,
w złotą, błękitną, migotną Nirwanę -
w czarne, bezdenne, spienione granity.
Widzieliście kiedyś srebrne słońce? Kiedy słońce prześwituje przez odpowiednio grube chmury widać jego srebrny zarys. Niesamowite. Cóż za idea. Cóż za symbol.
Słońce owszem ma nieść Ziemi światło i energię, ale to jest tylko połowa jego symboliki. Drugą połową jest wypalanie, oczyszczanie. Słońce jest źródłem pustyni. Słońce choć podtrzymuje życie na ziemi potrafi też go nienawidzić.
Srebrne słońce nie ma tej właściwości. Ono potrafi tylko ogrzewać i dawać światło. O ile Bóg Złote-Słońce jest skorym do gniewu mężczyzną, to Srebrne-Słońce jest wyrozumiałą Boginią.
Nad niebem raju wisi srebrne słońce.
----
-Tak tak mam od czasu do czasu ;-), jak włączam myślenie mityczne; myślenie-symbolami.
środa, 27 grudnia 2006
Świadomość mityczna.
Tematem postu jest rozerwanie człowieka pomiędzy dwa ekstrema - racjonalizm i myślenie mityczne. Pomiędzy Mickiewiczowskie "Szkiełko", a "Oczy duszy". Temat narodził się po przeczytaniu pierwszego tomu Eragona (zajęło mi to jakieś pięć godzin - od 11 do 4 rano), w którym zauważyłem dość ciekawe zbieżności z innymi książkami.
Są dwie możliwości - albo autor czytał Ursulę K. Le Guin, albo na rzeczy jest coś grubszego. Białołęcka, Guin, Paolini no i te moje nieszczęsne niedopracowane utwory są bardzo podobne w wymowie. Wszystkie są opowieściami o dojrzewaniu, we wszystkich są smoki, i mam tu na myśli to samo pojęcie smoka - smoka myślącego, magicznego, dość tajemniczego (a już na pewno mającego swoje tajemnice), smoka który jest lekko zwierzęciem a jednak jest bardziej ludzki niż większość indywiduów spotykanych na ulicy. W trzech z tych dzieł (tj. u Guin tak nie jest) głównym bohaterem jest tandem człowieka i smoka, połączonych telepatyczną więzią, wznoszących się ponad różnice aż do jakiegoś uniwersalnego związku. W utworach tych też, chłopak (bo w tandemie jest chłopiec i smok) potrzebuje smoka by rozwinąć pełnie sił, rozwinąć swe skrzydła i zmienić świat. We wszystkich tych książkach chłopiec ma misję uleczenia świata od jakiejś skazy: Białołęckiej jeszcze nie wiadomo dokładnie od czego, wiadomo tylko że los magii w tym świecie zależy właśnie od naszych bohaterów; U Paoliniego skazą jest szalony władca; U Guin rozbicie świata na dwie części; U mnie to w ogóle jest katalizatorem kompletnej przebudowy. I bohater nasz nie poradziłby sobie ze swoją misją, nie mówiąc już że nie uświadomił by sobie jej.
I o tyle o ile, wiem że wszyscy mogli czerpać wiedzę o smokach z jednego źródła, o tyle nie wierzę żeby Paolini czytał Białołęcką. A wiem też, że ja też jej nie czytałem, kiedy pisałem te swoje opowiadania. A w tych trzech właśnie pojawia się motyw chłopca, który przy towarzystwie smoka z którym jest połączony telepatycznie, dorasta.
Mógł to być zbieg okoliczności. A jeśli nie?
Może rzeczywistość nie jest taka racjonalna i na pewnym jej poziomie są smoki, i do tego poziomu autorzy ci dotarli.
OBRAZ: Może nasza racjonalność obowiązuje tylko w jasnym świetle lamp żarowych, a w półcieniach rezydują fantastyczne stwory, budzące się właśnie z wiekowego snu do którego położyli je Ojcowie rewolucji technicznej - Wat, Carnot, Edison czy Ford. Może starzy ludzie z głębokiej wsi maja rację, zostawiając skrzatom resztki wieczerzy na stole.
A może to przebłysk nowego archetypu, który powoli wypływa z mrocznych wód pan-ludzkiej nieświadomości, z ciemnej krainy memów. Może właśnie obserwujemy jak rodzi się nowa mitologia, której tak pragną znudzone racjonalnością dusze człowiecze.
ALEGORIA: Bohaterowie Star-Treka w jednym z odcinków (TOS:"Those who mourn for Adonis") spotykają boga - Apolla. Ten swą ręka zatrzymuje ich statek, a kapitana Kirka i jego dzielnych oficerów zmusza do zejścia na planetę. Ci, zamiast czcić go jako boga, zaczynają go badać, w końcu dochodzą do wniosku że to "Potężne stworzenie, które posiada wewnętrzny organ pozwalający mu przetwarzać energię.". Bóg słysząc takie tech-talk podupada na duszy, spuszcza swoją gardę, a wtedy Enterprise niszczy go wystrzałami z Phaserów.
Możliwe, że by żyć dobrze, musimy poświęcić coś z naukowego racjonalizmu, nauczyć się tęsknić za niespełnialnym. Ale możliwe że wtedy wystawiamy dusze na piękne marzenie, piękne chcenie, a zimny racjonalny świat pozostanie głuchy na nasze słowa "Niech się stanie".
Możliwe że w ten sposób zejdziemy z nagich granitowych skał, z zimnych, wietrznych gór racjonalnego myślenia. Zejdziemy w piękne kwieciste doliny, czy jak kto woli pierwotny matecznik, dziki i niedostępny i spędzimy resztę czasu tam zadowaląjac się ułdą ciepłego słońca i pięknych kwiatów. Podczas gdy prawdziwe szczęście jest najbardziej smaganym wichrami, najzminiejszym i najbardziej smaganym szczycie. Szczycie który jest symbolem odejścia od iluzji i wszelkiej mityczności.
Są dwie możliwości - albo autor czytał Ursulę K. Le Guin, albo na rzeczy jest coś grubszego. Białołęcka, Guin, Paolini no i te moje nieszczęsne niedopracowane utwory są bardzo podobne w wymowie. Wszystkie są opowieściami o dojrzewaniu, we wszystkich są smoki, i mam tu na myśli to samo pojęcie smoka - smoka myślącego, magicznego, dość tajemniczego (a już na pewno mającego swoje tajemnice), smoka który jest lekko zwierzęciem a jednak jest bardziej ludzki niż większość indywiduów spotykanych na ulicy. W trzech z tych dzieł (tj. u Guin tak nie jest) głównym bohaterem jest tandem człowieka i smoka, połączonych telepatyczną więzią, wznoszących się ponad różnice aż do jakiegoś uniwersalnego związku. W utworach tych też, chłopak (bo w tandemie jest chłopiec i smok) potrzebuje smoka by rozwinąć pełnie sił, rozwinąć swe skrzydła i zmienić świat. We wszystkich tych książkach chłopiec ma misję uleczenia świata od jakiejś skazy: Białołęckiej jeszcze nie wiadomo dokładnie od czego, wiadomo tylko że los magii w tym świecie zależy właśnie od naszych bohaterów; U Paoliniego skazą jest szalony władca; U Guin rozbicie świata na dwie części; U mnie to w ogóle jest katalizatorem kompletnej przebudowy. I bohater nasz nie poradziłby sobie ze swoją misją, nie mówiąc już że nie uświadomił by sobie jej.
I o tyle o ile, wiem że wszyscy mogli czerpać wiedzę o smokach z jednego źródła, o tyle nie wierzę żeby Paolini czytał Białołęcką. A wiem też, że ja też jej nie czytałem, kiedy pisałem te swoje opowiadania. A w tych trzech właśnie pojawia się motyw chłopca, który przy towarzystwie smoka z którym jest połączony telepatycznie, dorasta.
Mógł to być zbieg okoliczności. A jeśli nie?
Może rzeczywistość nie jest taka racjonalna i na pewnym jej poziomie są smoki, i do tego poziomu autorzy ci dotarli.
OBRAZ: Może nasza racjonalność obowiązuje tylko w jasnym świetle lamp żarowych, a w półcieniach rezydują fantastyczne stwory, budzące się właśnie z wiekowego snu do którego położyli je Ojcowie rewolucji technicznej - Wat, Carnot, Edison czy Ford. Może starzy ludzie z głębokiej wsi maja rację, zostawiając skrzatom resztki wieczerzy na stole.
A może to przebłysk nowego archetypu, który powoli wypływa z mrocznych wód pan-ludzkiej nieświadomości, z ciemnej krainy memów. Może właśnie obserwujemy jak rodzi się nowa mitologia, której tak pragną znudzone racjonalnością dusze człowiecze.
ALEGORIA: Bohaterowie Star-Treka w jednym z odcinków (TOS:"Those who mourn for Adonis") spotykają boga - Apolla. Ten swą ręka zatrzymuje ich statek, a kapitana Kirka i jego dzielnych oficerów zmusza do zejścia na planetę. Ci, zamiast czcić go jako boga, zaczynają go badać, w końcu dochodzą do wniosku że to "Potężne stworzenie, które posiada wewnętrzny organ pozwalający mu przetwarzać energię.". Bóg słysząc takie tech-talk podupada na duszy, spuszcza swoją gardę, a wtedy Enterprise niszczy go wystrzałami z Phaserów.
"Mierzyli odległość pomiędzy Ziemią a Bogiem" [UKL]
Możliwe, że by żyć dobrze, musimy poświęcić coś z naukowego racjonalizmu, nauczyć się tęsknić za niespełnialnym. Ale możliwe że wtedy wystawiamy dusze na piękne marzenie, piękne chcenie, a zimny racjonalny świat pozostanie głuchy na nasze słowa "Niech się stanie".
OBRAZ [HH]: Człowiek wychodzi z jasnych dolin i zaczyna wspinać się w ciemne puste, strome góry. Dochodzi na szczyt najwyższej skały i doznaje olśnienia. (Przynajmniej mniej więcej)
-"Trudna droga"
Możliwe że w ten sposób zejdziemy z nagich granitowych skał, z zimnych, wietrznych gór racjonalnego myślenia. Zejdziemy w piękne kwieciste doliny, czy jak kto woli pierwotny matecznik, dziki i niedostępny i spędzimy resztę czasu tam zadowaląjac się ułdą ciepłego słońca i pięknych kwiatów. Podczas gdy prawdziwe szczęście jest najbardziej smaganym wichrami, najzminiejszym i najbardziej smaganym szczycie. Szczycie który jest symbolem odejścia od iluzji i wszelkiej mityczności.
Tagi:
AM,
best of the best,
CP,
cryptic,
dobre zycie,
HH,
JB,
literatura,
literatura-ref,
mit,
UKLG
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Reklama:
Zachęcam do zajrzenia na: http://fizolof.blogspot.com/
Moja strona domowa zmieniła adres: http://jbhome.wikidot.com/
Ta strona nie będzie już updejtowana. Blog został przeniesiony na: http://jbhome.wikidot.com/blog:start
Moja strona domowa zmieniła adres: http://jbhome.wikidot.com/
Ta strona nie będzie już updejtowana. Blog został przeniesiony na: http://jbhome.wikidot.com/blog:start