Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozof. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozof. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2008

Filozofia w IT

Załóżmy że debuguję aplikację i natrafiam na linie:Ale bardzo mi w tej chwili zależy żeby (na potrzeby debuga) wyjątek nie poleciał.
W takich wypadkach pisze się: ('&&' oznacza logiczne i). Warunek ten nie będzie spełniony. Co pisze w takim wypadku filozof:

sobota, 26 kwietnia 2008

Życie jest jak zupa pomidorowa - kupujesz włoszczyznę, makaron, marchewki, a i tak wiesz ze ci się przypali. Czy warto zatem przejść przez to wszystko dla samego skrobania marchewki.

Tak!

czwartek, 10 kwietnia 2008

Ignorancja


You think you dwell in wisdoms sea
Still sweet ignorance is the key
To a poet's paradise
Challenge the Riddler and you will see...

Ignorancja jednak nie jest w tym sensie brakiem wiedzy. Ignorancja jest tym co chroni mistycyzm przed wiedzą, nie powoduje ingnorowania wiedzy, nie jest nie braniem jej pod uwagę, ale jest czymś co tak przekształca wiedzę by ta wzmacniała, stawała się częścia mistycyzmu. Dla wielu wiedza o istnieniu układu słonecznego jest dostateczna do zabicia radości z obejrzenia wschodui słońca nad jeziorem. Wiedza o konieczności ludzkich działań zabija poczucie wolności. Właśnie taką wiedzę nazywa się zimnym mechanicyzmem. <>. Pierwszą metodą obrony jest ignorowanie wiedzy - mówienie że człowiek jest niezdeterminowany (mimo wszelkiech faktów przeczących temu; mimo całej niedorzeczności sporu). Z jednej strony wiem że to co czuję jest zdeterminowane, z drugiej nie czuję że takie jest. Wiem że wschód słońca jest zdeterminowany, z drugiej czuję że jest piękny. Ignorancja pozwala mi zachować i wiedzę i uczucie. Ba nawet pozwala wzmagać je wzajem. Widzę drzewo i widzę fraktal w jego konarach. Wiedza wzmaga uczucie. Uczucie wzmag wiedzę (pęd do wiedzy).

For nature hates virginity
I wish to be touched
Not by the hands of where's and why's
But by the Oceans' minds

wtorek, 18 grudnia 2007

--- Trudno z panem dyskutować.
--- Niech pan nie dyskutuje. Nie trzeba dyskutować --- w dyskusji rodzi się prawda, niech ja szlag trafi.

sobota, 6 października 2007

J. Krakowiakowi

Taki drhab Wprowadza zaostrzonę metodę Grygiańca... Czyli bardzo mocnymi słowami opisuje pewne niefajne trendy w Filozofii.

Np.
Pytanie o istnienie świata jest skandalem filozoficznym.
czy:
--Czym jest Platonizm?
--Wyrazem niewolniczej postawy, niewolnik nie potrafiący zmienić świata uznaje to a niezmienny, a wszelką filozofię opisującą zmienny świat uznaje za obrazę własnej niemocy.

I o tyle o ile z samą informację się zgodzę, o tyle ze sposobem jej sprzedania, czy z rozłożeniem akcentów już zdecydowanie nie.

Mogę napisać że nie lubię podatków bo:
  1. Uważam że bez nich wszystkim żyłoby się dostatniej (tak: biednym też!, im w szczególności)
  2. Nie uważam że powinienem płacić 20 razy więcej podatku od osoby zarabiajacej 10 razy mniej niż ja, mimo że wpływ na państwo mamy TAKI SAM, a ja od tego państwa otrzymuję MNIEJ (bo i jałmużna z ZUSU mnie na emeryturze nie wspomoże specjalnie, ni do przychodni państwowej nie chodzę, ani moje dzieci ze szkół państwowych nie korzystają, a dom mi chroni nie policja a Blackwaters.
  3. Podatek promuje fałszywość, kręcenie i udawanie. Udawanie że się zarabia mniej niż się zarabia, że się jest rolnikiem, że się jest studentem, że.... . A to jest złe.
  4. Po póki będzie kasa w budżecie będzie biurwokracja i rozpieprzanie tej kasy na lewo i prawo.
Albo mogę napisać:
Podatek to samogwałt społeczeństwa.
Informacja niby ta sama. Tą drugą nawet więcej osób zrozumie... ale jakoś wolę tą pierwszą wersję.

PS. Zajęcia z Nietzshego były już OK!

poniedziałek, 24 września 2007

Chwila, moment, proces...

Jednym z naczelnych grzechów Człowieka jest uznanie że życie jest statyczne, gdy jest ono procesem. Dokładniej jest procesem z pamięcia, czyli procesem który istotnie zależy od swojej historii. Z tego głównego błędu wynika wiele błędów szczegółowych.

1

Jest mi w tej chwili bardzo dobrze, składa się na to wiele rzeczy, między innymi towarzystwo, ale też to że jadę 4 godzinę pociągiem i piszę notkę do bloga. Wreszcie dlatego że ostatni tydzień był ciężki, i gro tego szczęścia wynika z nicnierobienia-przez-cztery-godziny. Szczęście tej chwili wynika nie tylko z niej a z tego co ją poprzedzało.

Wszystkie próby zaklęcia szczęśliwej chwili kończą się katastrofą, grą, maskaradą, teatrem...

Owszem można zakląć chwilę, ale procesu z definicji nie. Po pierwsze życie jest procesem nieodwracalnym. Po drugie nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, nawet jeśli rzeka będzie ta sama, osoba która do niej wchodzi --- zmieni się. Gdyby całkowicie odtworzyć moment i to co do niego prowadzi, nawet to nie będzie powrotem (lecz pierwszą wyprawą).

Każdy powrót jest nową wędrówką.

2

W pierwszej wersji pracy o Jedności przeciwieństw chciałem na przykładach pokazać że przeciwieństwa są tym samym, a jeśli nie są tym samym to nie mogą być przeciwieństwami.

A co z przeciwieństwem życia i śmierci? One nie są przeciwieństwami! Jakże stan może być przeciwieństwem procesu? Tylko proces może być przeciwieństwem procesu, a stan --- stanu.

Cóż może być przeciwieństwem życia? Umieranie Ale przecież życie jest umieraniem. Jakie jest przeciwieństwo śmierci? Przeciwieństwem śmierci jest to do czego, chociażby, dążyli magowie Archipelagu --- niezaburzone trwanie. Ale owo trwanie jest właśnie śmiercią, bo źycie jest zmianą.

3

Od drugiej strony podszedłem do tego problemu jakiś czas temu. Czytałem "Grobowce Atuanu" i tam w jednej scenie Artha-Tenar tańczyła samotnie przed Pustym Tronem, skomplikowany taniec, którego elementem było podrzucanie noża. Odtańczenie tego tańca było niezbędnym rytuałem*.

Stąd "pusty taniec" rytuał tańczony dla pewnej formy, rytuał z którego nic nie płynie.

Ale czy nie tak kończy każda próba zaklęcia czegoś? Chciano zachować słowa Mojżesza, Chrystusa, Machometa, i co z tego przyszło? "Jaki koń jest, każdy widzi." Może jednego Buddę udało się zachować, ale to dlatego iż zachowano stawanie się buddą, a nie samego Buddę.

Jakimż niewdzięczym powiernikiem dobrych nowin jest papier! Można go dokładnie przepisywać w nieskończoność, a i tak w drugim pokoleniu cała jego treść odpłynie. Co innego zachować coś w żywej, zmiennej tradycji ustnej. Niby wszystko od razu jest tracone, a mity Pogan widać do dziś w bajkach ciemnej rusi.

*Hmm. Tak to zapamiętałem. Ale w książce znalazłem tylko to:

Wyciągnęła rękę i szybkim ruchem wysunęła zza jego pasa ma­ty stalowy sztylet, który mu dała. Mężczyzna pozostał nieruchomy,niby okryty szatami posąg. Ostry z jednej strony sztylet miał tylko cztery cale długości;był miniaturą noża ofiarnego. Stanowił część stroju Kapłanki Gro­bowców i musiała go nosić razem z kółkiem na klucze, pasem z końskiego włosia i innymi przedmiotami; nikt nie wiedział, do czego służą niektóre z nich. Używała sztyletu wyłącznie podczas jednego z tańców, jakie wykonywała przed Tronem o nowiu: pod­rzucała go do góry i chwytała. Lubiła ten taniec, dziki rytm wybija­ny stopami o podłogę. Z początku kaleczyła sobie palce i dopiero po pewnym czasie nauczyła się chwytać zawsze za rękojeść.

czwartek, 20 września 2007

(09:12:31 PM) Hania: tak na marginesie, to zaskoczyly mnie Twoje rozwazania o boskiej jazni (zdaje sie ze notka z przedwczoraj czy przedprzedwczoraj) zawsze mialam Cie za podlego materialiste* :P

*Materialistę nie w sensie liczenia każdego grosza, a materialistę w sensie wiary iż wszystko co istnieje jest materialne.

Odpowiedziałem:
(09:12:18 PM) GG: Mam warstwy ;)


No i to był klasyczny przykład zbycia niewiedzy żartem.

Bo jak się dłużej zastanowić to jestem ateistycznym Mistykiem. Znaczy z jednej strony moja wizja świata jest całkowicie materialistyczna, z drugiej mogę rozważać jaźń Boga, a teraz w AmaroKu leci:
To matka syna Bożego, co chroni nas od złego, co chroni w nocy i we dnie, tych co jej polecają się.

O tyle o ile jedna sfera umysłowości, jakiś jeden konkretny kawałek umysłu musi być spójny, o tyle pomiędzy tymi kawałkami już sprzeczności mogą być. Może być sprzeczność pomiędzy sferą działania a myślenia:
Wierzmy* tak, jakby wszystko od tego zależało
Działajmy tak jakby nic nie zależało od wiary

* Z Modleniem się przykład już nie działa, bo modlenie się jest już działaniem...

Ale ile sprzczności jest pomiędzy zachowaniami w różnych sytuacjach?
Nie chodzi o to że te same sytuacje wywołają inne reakcje:

Z płaczem Larysy było tak: czasem wywoływał u mnie dzikie napady złości, krzyczałem na siostrę, przedrzeźniałem ją, robiłem miny, więc ona tym głośniej szlochała, więc tym większa złość rosła we mnie... a czasem --- jej płacz podnosił wysokie fale współczucia, bliźniaczego smutku, próbowałem ją wtedy niezdarnie pocieszać (...)


Ale o to że w różnych sytuacjach optymalne są różne sposoby zachowania. Z Informatykami jeden, z Filozofami inny... Czasem się zapomnę i jakiś informatyk poznaje Kartezjusza dowód na istnienie Boga. I te zachowania nie mają wspólnego korzenia... Chyba nie ma jakiegoś metasystemu, który je zawiera.

Ważniejsze jest jednak to że w zasadzie może być tak że ma się jeden system przekonań, a działą się tak jakby się miało inny. Albo też różne sfery działania wyglądają jakby wynikały z różych światopoglądów.

Może tak jest efektywniej? Czyli możliwe że narzucenie więzów na efektywność działania, wymaga zrezygnowania z integralności umysłu...

Bo narzucam maksymalny poziom szczęścia działając tak jakby Boga nie było (zatem kiedy koledzy idą na rekolekcje ja zdobywam kwalifikacje, albo pije browca..., albo książkę czytam), i myśleć tak jakby On był.

Albo wręcz w jednych obszarach samego myślenia, zakładać jego istnienie a w innych nie.

Oczywiście dało by się tak wymodelować umysł, by móc uznać że on jest niesprzeczny, trzebaby użyć typowo Tomistycznych sztuczek:
Czy istnienie Boga jest oczywiste. Przecież mamy dwa rodzaje oczywistości, oczywistość samą w sobie, i oczywistość ze względu na nas. Bóg oczywiście jest oczywisty sam w sobie, ale ze względu na człowieka już nie.

Z tym że samo konsekwentne wykorzystywanie Tomistycznych sztuczek jest gwałtem na efektywności. Bo niesamowicie udziwnia ładny model człowieka.

Wszyscy są elektrycznymi mnichami.

środa, 19 września 2007

O czym byśmy nie gadali, kończymy na rozmowie o jednym...

(09:15:22 PM) Hania: czarnej afryki? oni tam zdaje sie mieli fizia na punkcie labedzi.... czy z czyms myle?
(09:15:19 PM) GG: Hmm. Nie było o tym. Ale ja to moglem przeczytać niedokładnie.
(09:17:18 PM) GG: To było czytane jakoś na starcie studiów równoległych ;)
(09:18:01 PM) Hania: nie, predzej mi sie cos przewidzialo...
(09:17:56 PM) GG: Ależ nie. To na pewno mój błąd.
(09:18:49 PM) Hania: skadze! - mysle, ze jednak moj
(09:18:49 PM) GG: Nalegam. Mój błąd.
(09:20:07 PM) Hania: jestes bardzo uprzejmy, jednak wydaje mi sie, ze moj. wlasciwie, skad w Afryce labedzie...
(09:20:38 PM) GG: Ach, przecież to w Afryce, żyją tak często wykorzystywane w przkładach złych epistemologów, czarne łabędzie.
(09:23:12 PM) Hania: skoro jednak fruwaja tam calymi, zapewne, stadami, i sa codziennym widokiem, nic dziwnego, ze nie ma o nich ani slowa w afrykanskiej mitologii. jak o naszych golebiach. przeciez to oczywiste.
(09:24:24 PM) GG: Jednak my żyjemy w kulturze Europejskiej. A przecież Egipcjanie czcili np. wzmiankowanego kiedyś Hipopotama. A przecież Hipopotam był również zwierzęciem im znanym.
(09:27:52 PM) Hania: hm... to powazny argument... niemniej nie mozesz udowodnic ze mieszkancy Afryki czcili labedzia metoda udowodnienia (niezaprzeczalnie) ze Egipcjanie czcili hipopotama....
(09:30:27 PM) GG: Ja tylko wskazuję na taką możliwość. A ponieważ w Naturze prawie każda możliwosć ma swoją realizację (skoro niesprzeczne są ryby z lampą na czole, w rowie mariańskim istnieją). W ten oto sposób niniejszym dowodzę że łabądź był czczony w Afryce.
(09:38:29 PM) Hania: i w tym wlasnie tkwi blad... nie jest prawda, ze w Naturze prawie kazda mozliwosc posiada realizacje - wprost przeciwnie! rozpatrzmy analogie mitologia afrykanska - ludzkie zycie (np Twoje) zobacz, jak niewielki procent swoich potencjalnych mozliwosci realizujesz (np moglbys byc teraz w technikum samochodowym albo na Majorce) tak samo w Naturze niewielki procent mozliwosci jest zrealizowany. tym samym - jest bardzo bardzo malo prawdopodobne, aby labedz byl czczony w Afryce.
(09:43:56 PM) GG: Nie mogę się zgodzić. Mylisz tutaj osobę i próbę statystyczną. Ja jako ja owszem nie mogę zrealizować wszystkich możliwości, natomiast w społecznej próbce osób podobnych do mnie wszystkie możliwości są zrealizowane. Tak samo o ile to że w jednym plemieniu czczono łabędzie jest owszem (i tu się zgodzę) mało prawdopodobne, ale wśród wszystkich plemion afryki na przestrzeni trzech tysięcy lat jej histrii? To że jakieś plemie je czciło jest wręcz pewne.
(09:51:49 PM) Hania: niestety, wciaz nie jestem przekonana. otoz wydaje mi sie, ze - biorac pod uwage niezwykle bogata i roznorodna flore Afryki - realizacja tak nieciekawej mozliwoci jak kult labedzia jest jednak malo prawdopodobna. oczywiscie, istnienie wielu plemion na przestrzeni wielu lat jest mocnym argumentem - a jednak! ktore z nich zdecydowaloby sie otoczyc czcia labedzia, majac do wyboru zebre, slonia, antylope, kolczatke...?
(09:52:23 PM) Hania: hm, nie flore... faune. mialo byc faune [oups]
(09:52:15 PM) GG: Poddaje się. Masz rację. W obu kwestiach.
(09:55:09 PM) Hania: :D no nie... czy to znaczy, ze wlasnie uznajemy prawdziwosc dwoch sadow sprzecznych? (i to tylko dlatego, ze sa moje)
(09:55:09 PM) GG: Właśnie. Nigdy nie szanowałem logik niesprzecznych... strasznie mało z nich wynika.
(09:56:49 PM) Hania: mhm, z naszej rozmowy natomiast wynika w tej chwili wszystko. jak lubi powtarzac Los: (p i ~p) -> cokolwiek
(09:57:05 PM) GG: Tylko jeśli zaakceptujemy prawo dunsa szkota (?). Natomiast w mojej nowej teorii prawdy...
(09:57:09 PM) GG: ;)
(09:58:01 PM) Hania: mhm....?
(09:58:50 PM) GG: Oj. No to idzie tak że prawda jest zrelatywizowana do sytuacji. Przykładowo jeśli budujesz dom możesz przyjąć źe ziemia jest płaska, natomiast jak budujesz most co ma 20 km, to warto wziąć poprawkę na krzywiznę ziemi.
(10:01:22 PM) Hania: chyba mi juz o tym wspominales... ej, ale do tego mozna wszystko naciagnac. tzn, zasadniczo, Twoja teoria prawdy pozwala mi zyc w moim malym swiecie falczywych (?) przekonan, jesli sa one dla mnie wygodne :) ok, ja tak moge.
(10:02:19 PM) GG: Właśnie o to chodzi. Jeśli się sprawdzają w danej sytuacji to są (z definicji) prawdziwe. Nie ma co ich odrzucać w sytuacji w której się sprawdzają, tylko dlatego że gdzieś daleko, daleko już nie obowiązują.
(10:04:58 PM) GG: Więc reasumując masz rację we wszystkich trzech przypadkach ;)
(10:06:52 PM) Hania: ale... to Ty tez? we wszystkich, hm, czterech? i Twoja teoria prawdy jest bezwarunkowo prawdziwa?
(10:06:54 PM) GG: Czy jest prawdziwa zobaczymy ;) Bo to oceni pani Gęgotek ;)
(10:07:29 PM) GG: No nie ja całkowicie nie mam racji. Bowiem w jednej sytuacji muszę być już niesprzczny ;)
(10:09:31 PM) Hania: no nie... nie mozesz nie miec racji, skoro sa Twoje urodziny.
(10:09:41 PM) Hania: (to aksjomat)
(10:09:26 PM) GG: lol
(10:10:11 PM) GG: Też racja.
(10:11:11 PM) GG: W jednej książce były elekroniczne mnichy. Czyli roboty, które służyły żeby wierzyć za właścicieli, jeden z bochaterów był właśnie elektrycznym mnichem i mógł wierzyć w siedem sprzecznych rzeczy na raz
(10:13:47 PM) Hania: "wysoko na skalistym polwyspie siedzial elektryczny mnich na znudzonym koniu..."
(10:14:37 PM) Hania: no wiesz, jakby pogrzebac w psychice czlowieka to wiekszosc z nas ma w sobie cos z elektrycznego mnicha
(10:14:34 PM) GG: Nie wiem. Znaczy mnich sobie z tego zdawał sprawę.
(10:16:43 PM) GG: A tacy na przykład logicy wydają się twierdzić że wszystko ma być niesprzeczne, czyli nie zdaja sobie sprawy ze sprzeczności.
(10:17:41 PM) Hania: nie lubimy logikow, co?
(10:17:40 PM) GG: Jeden mnie ulał, drugi nie miał mnie na liście ;)
(10:17:51 PM) GG: Tak mamy na pieńku.

niedziela, 16 września 2007

Krok

Bezsenność.

Po walce z jawą poddaje się jej. Wstaje i mam ochotę coś napisać. Oczywiście w tym stanie nie mam co. Bo w dużym projekcie trzeba 'być'. a na mały trza mieć pomysł. Ach! Cokolwiek. Zmiana w dobrym kierunku.

Parę moich lepszych kawałków powstało właśnie w nocnych zrywach.

Moonwalking.

Jakież to okropnie nie wiedzieć czym się jest, nie móc przypisać jednej etykiety.

Hmm. Na mojej wizytówce jest napisane programista.

Czasem zazdroszcze Hani że np. potrafi malować, Oli śpiewu w chórze itp. Ale jednak nie mogę być wszystkim tym czym być mogę. Zbyt kuszące rozcieńczyć się w tym czym się jest, by nie być tym kim się jest. Rozpłynąć się w stawaniu się sobą. Może to jest człowiek nikt? Chyba raczej WW biegnący po grani.

Po grani, po grani tu mi drogi nie zastąpią pokonani, tylko łapią w pół za nogi, krzyczą nie idź, krzyczą stań, ci co w pół stanęli drogi i zębami, pazurami, kruszą grań.


Ostatnio zrozumiałem co znaczy biec bo grani. Po grani można tylko biec, bo jak się stanie i zacznie zastanawiać gdzie się jest, to się straci równowagę i spadnie. Grań służy do tego żeby z jednego miejsca dojść w inne.

Widzę drugi brzeg.

Pewienem tego a nic się nie mylę że bądź za długą bądź za krótką chwilę, będziesz jednak u brzegu, gdzie dalej nie masz biegu, gdzie odpoczynek i sen nieprzespany tako panom jako i chudym zgotowany. A wieczne może ile znakomitych, tyle pod wodą żywi skał zakrytych


Oczywiście nie chodzi tu o ten brzeg i o tą podróż, chodź i tej podróży znam koniec.

Wracając. Czemuż jedności jaźni nie towarzyszy jedność określenia, ba choćby jedność samookreślenia. Sekret jedności przeciwieństw. Jaźń jest jedna na swoim poziomie, ale na poziomie swojego pozania siebie się rozpada. Zapewne gdyby poznała siebie w swej jedności, rozpadła by się na kawałki (kompletne samopoznanie musi druzgotać. Cieszmy się ze ślepoty... Ślepiec nie widzi ciemności)

Jakaż piękna kosmogonia wyrosłaby z tego zdania! Bóg-jaźń poznaje siebie i rozpada się na tysiąc kawałków-ludzi, którzy nie wiedzą kim są. Pewnego dnia poznają siebie, stana się sobą i cykl się powtórzy.

Tańczyć na skrzydłach
Innego wiatru


Co do jaźni. Chyba niedawno zrozumiałem Fichtego. Naczelną zasadą wszelkiego poznania jest

Ja = Ja


Rozwinięte jako:

Ja bezwzględnie i koniecznie ustanawia swój własny byt, bowiem ustanawia go i ustanawia go koniecznie


Tym co wiąże cały świat jest (moja) jaźń, bez niej może owszem byłoby coś, ale to coś nie byłoby po nic. Byłaby wielość, brakłoby jedności.

Skoro jaźń istnieje to musi istnieć koniecznie.

Pytanie dlaczego istnieje coś niż nic jest bezsensowne. Samo pytanie ustanawia owo coś bowiem nie ma sytuacji w której istnieje pytanie dlaczego jest raczej nic niż coś.

42


Czterdzieści dwa. Wieczna odpowiedź na pytanie ile jest sześć razy dziewieć.

Ech nie złapałem kiedyś tego dowcipu, założyłem że jeśli to ma być śmieszne ma się zgadzać. Załorzeniowa postać rzeczywistości...

Idąc za złymi wskazówkami
Można dotrzeć w ciekawe miejsce


Najciekawszy aksjomat: Dla każdego A poradzisz sobie z A.

Nie mówię że doprowadził mnie w dobre miejsce, nie mówię że doprowadził mnie tam gdzie chciałem, nie mówię że każdy kawałek drogi był fajny...

Mówię że prowadził mnie ciekawą drogą.

Tak na marginesie: szukałem dobrego obrazu emocji tu i teraz:



(Jak zwykle xkcd).

Obraz jest do zapamiętania dla mnie. Metafora też.

I jeszcze jedno: http://docs.google.com/Doc?id=dcwr2qmr_292cnwxbd

Jednak coś wyszło z nocnego pisania. Hope its fun to read.

wtorek, 14 sierpnia 2007

Świadomość

W komputerze to jest tak że jest CPU, który może robić cokolwiek i wyspecjalizowane jednostki obliczeniowe, które robią jedną rzecz ale są n krotnie szybsze. Procesor w jednym takcie potrafi np. dodać dwie liczby (czy pomnożyć) koprocesor matematyczny, w tym samym czasie np. jest w stanie wyliczyć e^1.234 (co jest równoważne kilkudziesięciu mnożeniom i dodawaniom). Karta graficzna w tym samym czasie zrobi takie cuda...

Świadomość jest taka prymitywna. Wszystkie skomplikowane czynności wykonują się poza nią. Widzę to po swojej jeździe na skuterze, skuter na wirażu sam skręca, na światłach sam hamuje.Tak samo jest z matematyką... To mózg sobie wyhodował koprocesor do obliczeń symbolicznych i to w nim człowiek różniczkuje. Albo takie pisanie na klawiaturze, wszelkie próby świadomego trafiania w klawisze kończą się pisaniem paru słów na minutę, szybciej zaczyna się dopiero kiedy świadomie wybiera się słowa, zdania a litery pojawiają się same na monitorze.

(A jak to jest z programowaniem? Ono chyba też jest automatem.
--- Co robisz?
--- Piszę parsowanie drzewa.
[gdyby ktoś spytał co dokładnie robiłem musiałbym pomyśleć że np. parsuje element MAPINVOKE, ja parsowałem drzewo.]
)

A kultura? Przecież interakcja kulturowa też musi być poza możliwoścami świadomości... Od razu widać cudzoziemca po tym jak zastanawia się nad tym co powinno być automatem. Przecież taka bzdurna płytka rozmowa jest zbyt szybka żeby sie zastanowić nad jej treścią.

Inaczej się zabija czas gadając z Filozofami, inaczej z Fizykami, a zupełnie inaczej z ciężkim geekiem (z tzw. Moherem też inaczej). Trzeba znaleźć język.

Tylko teraz ile jest człowieka w człowieku? Monolit umysłu został rozbity na podzespoły, które nie dość że są od siebie oddzielne, to jeszcze zagarniają części śniada które niegdyś były należne świadomości.

Nieświadomość nie oznacza zatem stłamszonego popędu, ale istotę potęgi umysłu.

piątek, 10 sierpnia 2007

No więc padało. Z powodu deszczu nie jechałem po Warszawie ile fabryka dała a cirka 50 (tyle wynosi dopuszczalny limit od 6 do 23.00 w terenie zabudowanym). No i trafiłem na czerwoną falę. Jak jechałem ile fabryka dała --- na zieloną.

Dlatego bardzo ważne jest holistyczne podejście do rzeczywistości --- jeśli wpływasz na A wpłyń też na wszystko co ma wpływ na A. To jest przeciwieństwo tego co robi pis (o tu), oni patrzą tylko na A.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu... Walcząc z bezwstydem, nieuchronnie pogrążamy sie w bezwstydzie.


Chcąc poprawić warunki bezpieczeństwo na drogach obniżamy prędkość na drogach. Całkiem naturalne, choć zupełnie nieskuteczne.... Po pierwsze po warszawie można spokojnie i 70 pomykać, nie mówiąc o takich trójpasmowych fragmentach... Po drugie wywołuje to w ludziach postawę 'te przepisy są do dupy', 'i tak łamie prawo'.

A nie powinno być tak że łamanie prawa jest dla obywateli normą.

Dobrą metodą na obniżenie prędkości jest właśnie uczynienie szybszej jazdy niemożliwym --- dobre zsynchronizowanie świateł.

Po czym poznać złego admina? Po tym że wysyła do userów maile 'co ty wyrabiasz? chcesz mi serwer zajebać?'. Po czym dobrego? Że jego user nie może wykonać rzeczy która się adminowi nie podoba.

czwartek, 28 czerwca 2007

Super sensacja (Brak definicji)

Proszę Państwa mój internetowy debiut poetycki :), a i w ogóle pierwszy wiersz od dawna.

Brak Definicji

Tego wieczoru powiedziałem
Jej szeptem słowo: kocham
Jego znaczenie
NIE BYŁO ZDEFINIOWANE

Stary Wuj obiecał mi zapisać
Piękny dom w testamencie
Jego brzmienie
NIE BYŁO ZDEFINIOWANE

Miałem dostać kupę forsy
za ten 'nieszczęśliwy wypadek'
To sformuowanie
NIE BYŁO ZDEFINIOWANE

Głosowałem na człowieka
Co ponoć był najlepszym
Słowo to
NIE BYŁO ZDEFINIOWANE

Odwołałem się w jednym
programie do $HOME
zmienna ta
NIE BYŁA ZDEFINIOWANA

Na jeden egzamin obowiązywał
z całego wykładu
zakres materiału
NIE BYŁ ZDEFINIOWANY

W jednym moim równaniu
pojawił się raz ln (-1)
Symbol ten
NIE BYŁ ZDEFINIOWANY

W modlitwie poprosiłem
Panie 'daj mi szczęście'
moja prośba
NIE BYŁA ZDEFINIOWANA


Otwarty konkurs na nowe zwrotki :)
Za pierwsze 4 zwrotki płacę dużego doga.

Historia tego jest taka że słuchałem Scorpionsów i co jakiś czas słyszałem w piosence THAT WASN'T DEFINED. Oczywiście okazało się że tam było zupełnie co innego w tekście --- BAD BOYS RUNNING WILD...
Ciekawe czy do podpada pod definicję 'choroby zawodowej', i czy z tej racji będzie mi przysługiwała emerytura po 20 latach pracy i czy lata studiów się w to wliczą.

piątek, 8 czerwca 2007

Średniowieczna

2+2=4, zatem Boga nie ma.


Nie chodzi o to że Boga nie ma, ale że to co miało być Jeruzalem stało się Babilonem.

Tak jest, było i będzie
Zło i Dobro jest wieczne
Ale nie może byc wieczny Babilon*


* Oby oby Jacku, oby.

czwartek, 7 czerwca 2007

HFŚ

Na kolokwium była uzupełnianka:

Autor i Tytuł:

Jest rzeczą oczywistą że [Bóg] uczynił ________, _________ i __________, gdy karał poszczególne byty za grzechy.

Moje rozwiązanie:

Autor i Tytuł: Orygenes "Traktat o stworzeniu"

Jest rzeczą oczywistą że [Bóg] uczynił dobrze, mądrze i sprawiedliwie, gdy karał poszczególne byty za grzechy.

Rozwiązanie poprawne:

Autor i Tytuł: Orygenes "O Zasadach"

Jest rzeczą oczywistą że [Bóg] uczynił diabły, ludzi i anioły, gdy karał poszczególne byty za grzechy.

środa, 6 czerwca 2007

[ja] Biorę dziekankę na Fizyce.
[Hania] To będziesz miał czas na życie osobiste
[ja] Albo na działalność naukową.
[Hania] Ale działalność naukowa nie zastępuje życia osobistego.
[ja] Ale życie osobiste nie zastępuje działalności naukowej.
[Maja] A nie można obu?
[Hania] Trzebabyłoby się rozdwoić!
[ja] Dlatego wg. Eriugeny Bóg stworzył człowieka dwa razy. Raz jako ducha raz jako ciało.
[Hania] Ale który ma mieć życie osobiste?
[ja] Hmmm. Ciężko sobie wyobrazić cielesne obcowanie dusz*.

*Znaczy owszem łatwo. Był taki tekst na Piwnicy pod Baranami.

wtorek, 5 czerwca 2007

Gdyby nic niebyło, to by było prawdą że nic nie ma.


Wtedy byłby to fałsz. Bo byłby obserwator (który konstatuje że nic nie ma).

Gdyby nic nie było, toby nic nie było.

poniedziałek, 4 czerwca 2007

Dialog

[Przychodzi sprzeczny potwór do Logika]
[Potwór] Cześć
[Logik] Ale ty jesteś sprzeczny!
[Potwór] A jednak, istnieję. Niespodzianka!*
[Logik umiera z powodu szoku aksjologicznego; Reszta świata żyje w szczęściu]

Kuba powiedział ``Dla mnie dowolna kobieta jest przykładem bytu sprzecznego. To tłumaczy dlaczego większość logików to mężczyźni''

* Winno być z angielska: And yet I exist. Suprise!

sobota, 2 czerwca 2007

Jeśliby pominąć całą sporną metafizykę Hegel mówi coś całkiem rozsądnego

- F. Copplestone


Jeśliby pominąć całą bzdurną metafizykę, Średniowieczni w zasadzie nic nie mówią

- ja

wtorek, 29 maja 2007

Kraśny: To do jutra!
GG: Seeya
Kraśny: Jakbyś chciał odpisac pracę z łaciny
Kraśny: do planuję mieć zrobioną:)

niedziela, 27 maja 2007

Święty Augustyn rozumiał dobro jako pierwotne dla Bytu.
Święty Tomasz rozumiał byt jako pierwotny dobru.

I co ja mam w tym zrobić jak w mojej ontologii nie ma specjalnie miejsca na hierarchizację? One są obok siebie i nawet jeśli jedno jest pierwotne w stosunku do drugiego, to nic nie zmienia w metodzie odbioru, w istocie interakcji pomiędzy mną a tym czymś.

To że kwarki są w pewnym sensie pierwotne dla protownów, a protony --- dla atomów (konstytuują je), nie znaczy że mamy hierarchię: kwarki => protony => atomy. Nie znaczy to że jedne są lepsze (wyższe, fajniejsze, etc) od drugich.

To że Bóg jest pierwotny dla świata, nie dodaje Mu wspaniałości (wysokości, whatever) ni światu jej nie ujmuje.

Wogóle jak można mówić o jakiejś pierwotności? One (Bóg, świat; dobro, byt; kwark, proton) są obok siebie, to że jedno konstruuje drugie jest naszą abstrakcją. W realnym świecie one po prostu są obok, mówienie gdbyby Boga nie było. . ., jest umysłową wyczieczką w rejony nieznane.

Reklama:

Zachęcam do zajrzenia na: http://fizolof.blogspot.com/

Moja strona domowa zmieniła adres: http://jbhome.wikidot.com/

Ta strona nie będzie już updejtowana. Blog został przeniesiony na: http://jbhome.wikidot.com/blog:start

Blog: