Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura-ref. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura-ref. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 grudnia 2007

--- Nie lubię klasycznej filozofii. Ci ludzie nic nie umięli i niczego nie chcięli. Po prostu lubili filozofować jak Golem [imię własne bohatera książki] i dobrze pić.
--- Trudno z panem dyskutować.
--- Niech pan nie dyskutuje. Nie trzeba dyskutować --- w dyskusji rodzi się prawda, niech ja szlag trafi.

Walić głową w mur

Jesteśmy - jacy jesteśmy
Byliśmy - jacyśmy byli
Tę prawdę o sobie unieśmy
W tej krótkiej, danej nam chwili.

Będziemy - jacy zechcemy
Byle wiedzieć nam - czego chcieć,
Lecz - nie wiemy - czego nie wiemy,
Więc nie mamy - co chcemy mieć.

Mogliśmy, czego nie wolno,
Co wolno - nie chcemy móc.
Wolimy niewolę niż wolność,
W której nie ma o co łbem tłuc.

Więc będziemy - jacyśmy byli,
Więc jesteśmy - a jakby nas brak
W tej krótkiej danej nam chwili,
Której jutro nie będzie i tak...

niedziela, 25 listopada 2007

Konkurs

--- I umarł tam z głodu.
--- Nie dawali mu jeść?
--- Nie dawali mu książek.


Kto? Gdzie? (to napisał)

poniedziałek, 24 września 2007

Chwila, moment, proces...

Jednym z naczelnych grzechów Człowieka jest uznanie że życie jest statyczne, gdy jest ono procesem. Dokładniej jest procesem z pamięcia, czyli procesem który istotnie zależy od swojej historii. Z tego głównego błędu wynika wiele błędów szczegółowych.

1

Jest mi w tej chwili bardzo dobrze, składa się na to wiele rzeczy, między innymi towarzystwo, ale też to że jadę 4 godzinę pociągiem i piszę notkę do bloga. Wreszcie dlatego że ostatni tydzień był ciężki, i gro tego szczęścia wynika z nicnierobienia-przez-cztery-godziny. Szczęście tej chwili wynika nie tylko z niej a z tego co ją poprzedzało.

Wszystkie próby zaklęcia szczęśliwej chwili kończą się katastrofą, grą, maskaradą, teatrem...

Owszem można zakląć chwilę, ale procesu z definicji nie. Po pierwsze życie jest procesem nieodwracalnym. Po drugie nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, nawet jeśli rzeka będzie ta sama, osoba która do niej wchodzi --- zmieni się. Gdyby całkowicie odtworzyć moment i to co do niego prowadzi, nawet to nie będzie powrotem (lecz pierwszą wyprawą).

Każdy powrót jest nową wędrówką.

2

W pierwszej wersji pracy o Jedności przeciwieństw chciałem na przykładach pokazać że przeciwieństwa są tym samym, a jeśli nie są tym samym to nie mogą być przeciwieństwami.

A co z przeciwieństwem życia i śmierci? One nie są przeciwieństwami! Jakże stan może być przeciwieństwem procesu? Tylko proces może być przeciwieństwem procesu, a stan --- stanu.

Cóż może być przeciwieństwem życia? Umieranie Ale przecież życie jest umieraniem. Jakie jest przeciwieństwo śmierci? Przeciwieństwem śmierci jest to do czego, chociażby, dążyli magowie Archipelagu --- niezaburzone trwanie. Ale owo trwanie jest właśnie śmiercią, bo źycie jest zmianą.

3

Od drugiej strony podszedłem do tego problemu jakiś czas temu. Czytałem "Grobowce Atuanu" i tam w jednej scenie Artha-Tenar tańczyła samotnie przed Pustym Tronem, skomplikowany taniec, którego elementem było podrzucanie noża. Odtańczenie tego tańca było niezbędnym rytuałem*.

Stąd "pusty taniec" rytuał tańczony dla pewnej formy, rytuał z którego nic nie płynie.

Ale czy nie tak kończy każda próba zaklęcia czegoś? Chciano zachować słowa Mojżesza, Chrystusa, Machometa, i co z tego przyszło? "Jaki koń jest, każdy widzi." Może jednego Buddę udało się zachować, ale to dlatego iż zachowano stawanie się buddą, a nie samego Buddę.

Jakimż niewdzięczym powiernikiem dobrych nowin jest papier! Można go dokładnie przepisywać w nieskończoność, a i tak w drugim pokoleniu cała jego treść odpłynie. Co innego zachować coś w żywej, zmiennej tradycji ustnej. Niby wszystko od razu jest tracone, a mity Pogan widać do dziś w bajkach ciemnej rusi.

*Hmm. Tak to zapamiętałem. Ale w książce znalazłem tylko to:

Wyciągnęła rękę i szybkim ruchem wysunęła zza jego pasa ma­ty stalowy sztylet, który mu dała. Mężczyzna pozostał nieruchomy,niby okryty szatami posąg. Ostry z jednej strony sztylet miał tylko cztery cale długości;był miniaturą noża ofiarnego. Stanowił część stroju Kapłanki Gro­bowców i musiała go nosić razem z kółkiem na klucze, pasem z końskiego włosia i innymi przedmiotami; nikt nie wiedział, do czego służą niektóre z nich. Używała sztyletu wyłącznie podczas jednego z tańców, jakie wykonywała przed Tronem o nowiu: pod­rzucała go do góry i chwytała. Lubiła ten taniec, dziki rytm wybija­ny stopami o podłogę. Z początku kaleczyła sobie palce i dopiero po pewnym czasie nauczyła się chwytać zawsze za rękojeść.

czwartek, 20 września 2007

Więc przemierzajmy pogodne przestrzenie
Lecz żadna niech się ojczyzną nie stanie
Duch świata nie zna ciasnego spętania:
Na każdym stopniu większe rozszerzenie,
Ledwo gdzieś się zadomowimy,
A już nas ospałość i gnuśność nuży,
Bo nawyk tego jedynie ominie,
Kto co dzień gotów do dalszej podróży


Kurt Vonnegutt wyraził to dosadniej:

Człowiek albo umiera z nudów, albo sra ze strachu po gaciach


PS. Hmm. Dostaje coraz bardziej samodzielne projekty...

środa, 19 września 2007

O czym byśmy nie gadali, kończymy na rozmowie o jednym...

(09:15:22 PM) Hania: czarnej afryki? oni tam zdaje sie mieli fizia na punkcie labedzi.... czy z czyms myle?
(09:15:19 PM) GG: Hmm. Nie było o tym. Ale ja to moglem przeczytać niedokładnie.
(09:17:18 PM) GG: To było czytane jakoś na starcie studiów równoległych ;)
(09:18:01 PM) Hania: nie, predzej mi sie cos przewidzialo...
(09:17:56 PM) GG: Ależ nie. To na pewno mój błąd.
(09:18:49 PM) Hania: skadze! - mysle, ze jednak moj
(09:18:49 PM) GG: Nalegam. Mój błąd.
(09:20:07 PM) Hania: jestes bardzo uprzejmy, jednak wydaje mi sie, ze moj. wlasciwie, skad w Afryce labedzie...
(09:20:38 PM) GG: Ach, przecież to w Afryce, żyją tak często wykorzystywane w przkładach złych epistemologów, czarne łabędzie.
(09:23:12 PM) Hania: skoro jednak fruwaja tam calymi, zapewne, stadami, i sa codziennym widokiem, nic dziwnego, ze nie ma o nich ani slowa w afrykanskiej mitologii. jak o naszych golebiach. przeciez to oczywiste.
(09:24:24 PM) GG: Jednak my żyjemy w kulturze Europejskiej. A przecież Egipcjanie czcili np. wzmiankowanego kiedyś Hipopotama. A przecież Hipopotam był również zwierzęciem im znanym.
(09:27:52 PM) Hania: hm... to powazny argument... niemniej nie mozesz udowodnic ze mieszkancy Afryki czcili labedzia metoda udowodnienia (niezaprzeczalnie) ze Egipcjanie czcili hipopotama....
(09:30:27 PM) GG: Ja tylko wskazuję na taką możliwość. A ponieważ w Naturze prawie każda możliwosć ma swoją realizację (skoro niesprzeczne są ryby z lampą na czole, w rowie mariańskim istnieją). W ten oto sposób niniejszym dowodzę że łabądź był czczony w Afryce.
(09:38:29 PM) Hania: i w tym wlasnie tkwi blad... nie jest prawda, ze w Naturze prawie kazda mozliwosc posiada realizacje - wprost przeciwnie! rozpatrzmy analogie mitologia afrykanska - ludzkie zycie (np Twoje) zobacz, jak niewielki procent swoich potencjalnych mozliwosci realizujesz (np moglbys byc teraz w technikum samochodowym albo na Majorce) tak samo w Naturze niewielki procent mozliwosci jest zrealizowany. tym samym - jest bardzo bardzo malo prawdopodobne, aby labedz byl czczony w Afryce.
(09:43:56 PM) GG: Nie mogę się zgodzić. Mylisz tutaj osobę i próbę statystyczną. Ja jako ja owszem nie mogę zrealizować wszystkich możliwości, natomiast w społecznej próbce osób podobnych do mnie wszystkie możliwości są zrealizowane. Tak samo o ile to że w jednym plemieniu czczono łabędzie jest owszem (i tu się zgodzę) mało prawdopodobne, ale wśród wszystkich plemion afryki na przestrzeni trzech tysięcy lat jej histrii? To że jakieś plemie je czciło jest wręcz pewne.
(09:51:49 PM) Hania: niestety, wciaz nie jestem przekonana. otoz wydaje mi sie, ze - biorac pod uwage niezwykle bogata i roznorodna flore Afryki - realizacja tak nieciekawej mozliwoci jak kult labedzia jest jednak malo prawdopodobna. oczywiscie, istnienie wielu plemion na przestrzeni wielu lat jest mocnym argumentem - a jednak! ktore z nich zdecydowaloby sie otoczyc czcia labedzia, majac do wyboru zebre, slonia, antylope, kolczatke...?
(09:52:23 PM) Hania: hm, nie flore... faune. mialo byc faune [oups]
(09:52:15 PM) GG: Poddaje się. Masz rację. W obu kwestiach.
(09:55:09 PM) Hania: :D no nie... czy to znaczy, ze wlasnie uznajemy prawdziwosc dwoch sadow sprzecznych? (i to tylko dlatego, ze sa moje)
(09:55:09 PM) GG: Właśnie. Nigdy nie szanowałem logik niesprzecznych... strasznie mało z nich wynika.
(09:56:49 PM) Hania: mhm, z naszej rozmowy natomiast wynika w tej chwili wszystko. jak lubi powtarzac Los: (p i ~p) -> cokolwiek
(09:57:05 PM) GG: Tylko jeśli zaakceptujemy prawo dunsa szkota (?). Natomiast w mojej nowej teorii prawdy...
(09:57:09 PM) GG: ;)
(09:58:01 PM) Hania: mhm....?
(09:58:50 PM) GG: Oj. No to idzie tak że prawda jest zrelatywizowana do sytuacji. Przykładowo jeśli budujesz dom możesz przyjąć źe ziemia jest płaska, natomiast jak budujesz most co ma 20 km, to warto wziąć poprawkę na krzywiznę ziemi.
(10:01:22 PM) Hania: chyba mi juz o tym wspominales... ej, ale do tego mozna wszystko naciagnac. tzn, zasadniczo, Twoja teoria prawdy pozwala mi zyc w moim malym swiecie falczywych (?) przekonan, jesli sa one dla mnie wygodne :) ok, ja tak moge.
(10:02:19 PM) GG: Właśnie o to chodzi. Jeśli się sprawdzają w danej sytuacji to są (z definicji) prawdziwe. Nie ma co ich odrzucać w sytuacji w której się sprawdzają, tylko dlatego że gdzieś daleko, daleko już nie obowiązują.
(10:04:58 PM) GG: Więc reasumując masz rację we wszystkich trzech przypadkach ;)
(10:06:52 PM) Hania: ale... to Ty tez? we wszystkich, hm, czterech? i Twoja teoria prawdy jest bezwarunkowo prawdziwa?
(10:06:54 PM) GG: Czy jest prawdziwa zobaczymy ;) Bo to oceni pani Gęgotek ;)
(10:07:29 PM) GG: No nie ja całkowicie nie mam racji. Bowiem w jednej sytuacji muszę być już niesprzczny ;)
(10:09:31 PM) Hania: no nie... nie mozesz nie miec racji, skoro sa Twoje urodziny.
(10:09:41 PM) Hania: (to aksjomat)
(10:09:26 PM) GG: lol
(10:10:11 PM) GG: Też racja.
(10:11:11 PM) GG: W jednej książce były elekroniczne mnichy. Czyli roboty, które służyły żeby wierzyć za właścicieli, jeden z bochaterów był właśnie elektrycznym mnichem i mógł wierzyć w siedem sprzecznych rzeczy na raz
(10:13:47 PM) Hania: "wysoko na skalistym polwyspie siedzial elektryczny mnich na znudzonym koniu..."
(10:14:37 PM) Hania: no wiesz, jakby pogrzebac w psychice czlowieka to wiekszosc z nas ma w sobie cos z elektrycznego mnicha
(10:14:34 PM) GG: Nie wiem. Znaczy mnich sobie z tego zdawał sprawę.
(10:16:43 PM) GG: A tacy na przykład logicy wydają się twierdzić że wszystko ma być niesprzeczne, czyli nie zdaja sobie sprawy ze sprzeczności.
(10:17:41 PM) Hania: nie lubimy logikow, co?
(10:17:40 PM) GG: Jeden mnie ulał, drugi nie miał mnie na liście ;)
(10:17:51 PM) GG: Tak mamy na pieńku.

niedziela, 16 września 2007

Krok

Bezsenność.

Po walce z jawą poddaje się jej. Wstaje i mam ochotę coś napisać. Oczywiście w tym stanie nie mam co. Bo w dużym projekcie trzeba 'być'. a na mały trza mieć pomysł. Ach! Cokolwiek. Zmiana w dobrym kierunku.

Parę moich lepszych kawałków powstało właśnie w nocnych zrywach.

Moonwalking.

Jakież to okropnie nie wiedzieć czym się jest, nie móc przypisać jednej etykiety.

Hmm. Na mojej wizytówce jest napisane programista.

Czasem zazdroszcze Hani że np. potrafi malować, Oli śpiewu w chórze itp. Ale jednak nie mogę być wszystkim tym czym być mogę. Zbyt kuszące rozcieńczyć się w tym czym się jest, by nie być tym kim się jest. Rozpłynąć się w stawaniu się sobą. Może to jest człowiek nikt? Chyba raczej WW biegnący po grani.

Po grani, po grani tu mi drogi nie zastąpią pokonani, tylko łapią w pół za nogi, krzyczą nie idź, krzyczą stań, ci co w pół stanęli drogi i zębami, pazurami, kruszą grań.


Ostatnio zrozumiałem co znaczy biec bo grani. Po grani można tylko biec, bo jak się stanie i zacznie zastanawiać gdzie się jest, to się straci równowagę i spadnie. Grań służy do tego żeby z jednego miejsca dojść w inne.

Widzę drugi brzeg.

Pewienem tego a nic się nie mylę że bądź za długą bądź za krótką chwilę, będziesz jednak u brzegu, gdzie dalej nie masz biegu, gdzie odpoczynek i sen nieprzespany tako panom jako i chudym zgotowany. A wieczne może ile znakomitych, tyle pod wodą żywi skał zakrytych


Oczywiście nie chodzi tu o ten brzeg i o tą podróż, chodź i tej podróży znam koniec.

Wracając. Czemuż jedności jaźni nie towarzyszy jedność określenia, ba choćby jedność samookreślenia. Sekret jedności przeciwieństw. Jaźń jest jedna na swoim poziomie, ale na poziomie swojego pozania siebie się rozpada. Zapewne gdyby poznała siebie w swej jedności, rozpadła by się na kawałki (kompletne samopoznanie musi druzgotać. Cieszmy się ze ślepoty... Ślepiec nie widzi ciemności)

Jakaż piękna kosmogonia wyrosłaby z tego zdania! Bóg-jaźń poznaje siebie i rozpada się na tysiąc kawałków-ludzi, którzy nie wiedzą kim są. Pewnego dnia poznają siebie, stana się sobą i cykl się powtórzy.

Tańczyć na skrzydłach
Innego wiatru


Co do jaźni. Chyba niedawno zrozumiałem Fichtego. Naczelną zasadą wszelkiego poznania jest

Ja = Ja


Rozwinięte jako:

Ja bezwzględnie i koniecznie ustanawia swój własny byt, bowiem ustanawia go i ustanawia go koniecznie


Tym co wiąże cały świat jest (moja) jaźń, bez niej może owszem byłoby coś, ale to coś nie byłoby po nic. Byłaby wielość, brakłoby jedności.

Skoro jaźń istnieje to musi istnieć koniecznie.

Pytanie dlaczego istnieje coś niż nic jest bezsensowne. Samo pytanie ustanawia owo coś bowiem nie ma sytuacji w której istnieje pytanie dlaczego jest raczej nic niż coś.

42


Czterdzieści dwa. Wieczna odpowiedź na pytanie ile jest sześć razy dziewieć.

Ech nie złapałem kiedyś tego dowcipu, założyłem że jeśli to ma być śmieszne ma się zgadzać. Załorzeniowa postać rzeczywistości...

Idąc za złymi wskazówkami
Można dotrzeć w ciekawe miejsce


Najciekawszy aksjomat: Dla każdego A poradzisz sobie z A.

Nie mówię że doprowadził mnie w dobre miejsce, nie mówię że doprowadził mnie tam gdzie chciałem, nie mówię że każdy kawałek drogi był fajny...

Mówię że prowadził mnie ciekawą drogą.

Tak na marginesie: szukałem dobrego obrazu emocji tu i teraz:



(Jak zwykle xkcd).

Obraz jest do zapamiętania dla mnie. Metafora też.

I jeszcze jedno: http://docs.google.com/Doc?id=dcwr2qmr_292cnwxbd

Jednak coś wyszło z nocnego pisania. Hope its fun to read.

środa, 5 września 2007

Warchoł

Taka antysokratejska postawa, ma ona bardzo zły PR w Polsce. Dla mnie jest bardzo pozytywna.

Tekst piosenki ze strony Jacka Kaczmarskiego. Polecam też wycinki wywiadów o tym utworze.


- Warchoł! - krzyczą. Nie zaprzeczam,

Warchoł jest szczery. Wie kim jest.

Tylko własnym prawom ufam:
Wolna wola jest człowiecza,
Pergaminów nie posłucha.

Pergamin to prawo, prawo narzucone przez Państwo. Warchoł reprezentuje całkiem sensowną postawę:"Dlaczego mam słuchać Prawa? Przecież nie ja je stanowiłem". (Jeśli odpowiedziom na pierwsze pytanie jest: "Bowiem prawo jest dobre dla Rzeczypospolitej", to Warchoł może go słuchać.) Warchoł nie szanuje prawa dla prawa, może szanować prawo dla czegoś innego.

Zupełnie inną postawą jest postawa: "Kłamie inkaust, krew jest szczera//Układ jest, by powód był do zdrady//Podpis by sie go wypierać".


Boska ręka w tym, czy diabla,
Szpetnie to, czy właśnie pięknie -
Wola moja jest jak szabla:
Nagniesz ją za mocno - pęknie.

Tutaj skoncentrował bym się nie na tym że wola Warchoła pęka, ale na tym że nie da się jej nagiąć. Warchoł jest człowiekiem "którego łatwiej złamać niż nagiąć do własnych celów".

A niewprawną puścisz dłonią -
W pysk odbije stali siła;
Tak się naucz robić bronią,
By naturą swą służyła.

Warchoł służy tylko temu któremu chce służyć. Służy tylko gdy jest to zgodne z jego naturą.

Sprawa ze mną - jak kraj ten stara
I jak zwykle on - byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara -
Nie uczynią też i dworaka.
Wychwalali zasługi i cnoty
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć - nie mam ochoty,
Warchołowi - nikt nie da rady!

Lubię tany, pełne dzbany,
Sute stoły i tapczany,
Płeć nadobną - niesurową
I od święta - Boże Słowo.

Lecz ni ksiądz, ni okowita
Piekłem straszy, niebem nęci,
Ani żadna mnie kobita
Wokół palca nie okręci.

Mój ból głowy, moja skrucha,
Moje kiszki, moja franca,
Moja wreszcie groza ducha,
Gdy Kostucha rwie do tańca!

Moja wreszcie groza ducha. Inaczej to kaczmarski wysłowił w innej piosence: "Bo przed Bogiem za posła nie chcesz Jezuity,".
Warchoł szanuje Wiarę, a nie Religię.

Sprawa ze mną - jak kraj ten stara
I jak zwykle on - byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara -
Nie uczynią też i dworaka.
Wychwalali zasługi i cnoty
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć - nie mam ochoty,
Warchołowi - nikt nie da rady!

Jakbym ja był człowiek z wosku
W rękach wodzów, niewiast, klechów -
Mógłbym ich zostawić troskom
Cały ciężar moich grzechów.

Warchoł jest odpowiedzialny sa swoje czyny. Nie daje tej odpowiedzialności sobie odebrać. Bez względu czy odbiera mu ją Prawo, czy człowiek.

Ale znam tych stróżów mienia,
Sędziów sumień, prawdy zakon,
Spekulantów odkupienia -
Bo znam siebie - jako tako.

Ulepiony i pokłuty
Niepotrzebny będę więcej;
Rzucą w ogień dla pokuty
I umyją po mnie ręce.

Sprawa ze mną - jak kraj ten stara
I jak zwykle on - byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara,
Nie uczynią też i dworaka.
Zły? - być może. Dobry? - a czemu?
Nie tak wiele znów pychy we mnie.
Dajcie żyć po swojemu - grzesznemu,
A i świętym żyć będzie przyjemniej!
Bo to jest dziwne... Grzesznicy dają świętoszkom spokój, a świętoszki grzesznikom nie.

Jacek Kaczmarski
14.1.1993

środa, 22 sierpnia 2007

Santa Maria de Loei


Ona wiare mą ujrzała
Spośród innych mnie wybrała
Cud miłości ukazała

Przeto sławie dobroć jej

Mnie nad innych wywyższyła
Wśród szlachetnych ustawiła
Królem ludu uczyniła

Przeto sławie wielkość jej

Ona cała w swej litości
Uleczyła mnie z małości
Bólu chorób trosk ciężkości

Przeto bede służyć jej

Tym którzy mi źle życzyli
Knuli moje i ciemieżyli
Dała na co zasłużyli

Sprawiedliwość sławie jej

Bój zwycieski przy mnie wiodła
Wrogów zdeptać mi pomogła
W bitwie nigdy nie zawiodła

Przeto sławie siłę jej

Od wypadków mnie chroniła
Śmierci rany oddaliła
Wielka jej miłości siła

Przeto umre na łonie jej

Więc w modlitwie mnie wspierajcie
O jej pomoc dziś wołajcie
O jej dobroć wciąż błagajcie

Sławcie ze mną cudowność jej


Jak widać tematy ostatnio u mnie wczesnorenesansowe.
by. Maleńczuk & co

sobota, 12 maja 2007

Wenus

Na dalekiej planecie Wenus
Słońce świeci stokroć złociściej
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Drzewa mają błękitne liście

Tam na Wenus ach tam na Wenus
Nie ma władczych snów ani szorstkich
Bo narzecze aniołów z Wenus
Same tylko zna samogłoski

Tam na Wenus ach tam na Wenus
Przedśmiertnego nie ma cierpienia
Jeśli kto umiera na Wenus
To się w parę wodną zamienia

Tam na Wenus ach tam na Wenus
Nie ma władczych snów ani szorstkich
Bo narzecze aniołów z Wenus
Same tylko zna samogłoski

A to było a to było w owe lata
Z których śladu nie zostało w pustce świata
A to była a to była ta kraina
Która nawet we śnie się nie przypomina

Może las ten to jest dusza Twoja
Może las ten to jest miłość moja

Umierając może właśnie tego czasu
Odejdziemy razem do owego lasu

Może las ten to jest dusza Twoja
Może las ten to jest miłość


z Piwnicy Pod Baranami

sobota, 5 maja 2007

Gdzie miłość dają tylko niezdarne prostytuty,
bo krzywych zabrakło i już!

piątek, 27 kwietnia 2007

Hymn

A [sterty papierów]
runą, runą, runą

środa, 25 kwietnia 2007

When someone reads a text, wants to discover its meaning, he will not
scorn the symbols and letters and call them deceptions, coincidence,
and worthless hull, but he will read them, he will study and love them,
letter by letter. But I, who wanted to read the book of the world and
the book of my own being, I have, for the sake of a meaning I had
anticipated before I read, scorned the symbols and letters, I called the
visible world a deception, called my eyes and my tongue coincidental
and worthless forms without substance. No, this is over, I have
awakened, I have indeed awakened and have not been born before this
very day.


Its all there, all there,

czwartek, 29 marca 2007

Wódz był człowiekiem nie-bez-pie-cznym. Umiał zapatrzeć się na cel choć nieokreślony i nie patrzeć na boki. Boczne -- realne -- przepaście tylko się migały wzdłuż lśniącego jego toru.
- Kaczyńskim poświęcam

Łacina, ja p*.

[Ferdydurke]
- O novus kolegus!
[Na razie OK]
- Witamy novusa kolegusa!
[Powinno być novum kolegum


Doh!

niedziela, 11 marca 2007

Jedna rozmowa.

Z grubsza wyglądało to tak:

- A co zrobisz ankietę na ten temat?
- Dlaczego nie?
- Bo wszyscy skłamią...
Komentarz: topik nie ma znaczenia, z grubsza chodzi o pytanie w stylu: jak oceniasz A (przy czym a jest związane z tobą). I zła ocena spowodowałaby że ankietowany poczułby się źle.
Komentarz: Robiono kiedyś ankietę: Czy używasz biodegradowalnych produktów i 90% amerykanów odpowiedziało tak. Podczas gdy 5% danego rynku stanowią produkty biodegradowalne.
- Dlaczego?
- Bo jak powiedzą że kiepsko to by się źle poczuli.
- I co z tego?
- No ludzie nie chcą tego...
- A dlaczego? Przecież jak się źle czujesz to działasz żeby to złe czucie się usunąć. To zmusza do działania. Ja nie mam nic przeciwko czuciu się źle - bo wtedy zaczynam usuwać przyczynę. Po to złe uczucia są.
- No nie. Wiekszość ludzi jest przez nie wtrącanych w apatię, w nicnierobienie, w depresję. One służą do niczego. One do niczego nie służą. Można się ich pozbyć i czerpać tylko z tej dobrej połowy emocji.
Komentarz: Następne pytanie nie padło, ale mogłoby:
- To zmusza Cie do działania?
- Nic. Działanie jest aksjomatem.

Wot, nie powiem kto z kim gadał, bo nie mam autoryzacji.

czwartek, 8 marca 2007

Nie ma słów!
      Nie ma słów!
Nie ma słów!
      Nie ma słów!
By wysłowić można świat

-es

sobota, 13 stycznia 2007

Wysoko roździelcze sny elektrycznych owiec.

Chcecie wiedzieć Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? (a ja już wiem).

Tak na marginesie książka jest super.

niedziela, 31 grudnia 2006

Jeśli ufasz Googlom, bardziej niż lekarzowi. . . - much a draft

Google wypuściłty nowy gadżet --- na podstawie historii wyszukiwań (o ile była włączona przez jakiś czas) wyszukują inne rzeczy które mogłyby Ci zainteresować.
Moje propozycje można podzielić na trzy grupy:

1. Java
2. TeX
3. Góry


OK. Rozumiem że Java, ok tym bardziej rozumiem że TeX (bo ostatnio w co drugim wyszukaniu było to słowo), ale góry? Też trafione. . . Ale ja tego tematu w necie chyba nigdy nie poruszałem. . . Nigdy nie wyszukiwałem czegoś takiego. Jak na to Google wpadły? Nie wiem.


Życie to wydalanie informacji. Człowiek wprost broczy informacjami. Nie da się tego uniknąć, widać gdzieś te moje zainteresowania przeciekły i superkomputer Googli zrobił z nich użytek. . . Broczymy informacjami czy chcemy, czy nie. Każdy człowiek zostawia ślady z których (przy dostatecznym zacięciu) można odtworzyć wszystko. Jeśli nie chce by coś się przedarło do świata - unika pewnych tematów (ale to że ich unika też jest informacją). Nie da się nic ukryć.

Jest tylko jedna tajemnica - ta że nie ma żadnych tajemnic. Wszytstko jest jasne i cudownie przejrzyste[ES]

Tak wszystko jest widoczne, trzeba tylko patrzeć.

W jednej książce Zajdla wprowadzono całkowicie bezgotówkowy obrót pieniężny i czy rodzaje walut --- czerwone, niebieskie i żółte. Każdy zawsze co miesiąc dostawał ileśtam punktów określonych kolorów, i nawet totalne nieroby dostawały trochę kasy. Bochater w pewnym momencie stwierdza że jest tak dlatego bo włada jest miłosierna, ale dlatego że pozwala to władzy dokładnie śledzić poczynania ludzi. Jest tam nawet powiedzenie "broczył punktami [no tak się tam waluty nazywały]".

Reklama:

Zachęcam do zajrzenia na: http://fizolof.blogspot.com/

Moja strona domowa zmieniła adres: http://jbhome.wikidot.com/

Ta strona nie będzie już updejtowana. Blog został przeniesiony na: http://jbhome.wikidot.com/blog:start

Blog: