Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 kwietnia 2008

Ignorancja


You think you dwell in wisdoms sea
Still sweet ignorance is the key
To a poet's paradise
Challenge the Riddler and you will see...

Ignorancja jednak nie jest w tym sensie brakiem wiedzy. Ignorancja jest tym co chroni mistycyzm przed wiedzą, nie powoduje ingnorowania wiedzy, nie jest nie braniem jej pod uwagę, ale jest czymś co tak przekształca wiedzę by ta wzmacniała, stawała się częścia mistycyzmu. Dla wielu wiedza o istnieniu układu słonecznego jest dostateczna do zabicia radości z obejrzenia wschodui słońca nad jeziorem. Wiedza o konieczności ludzkich działań zabija poczucie wolności. Właśnie taką wiedzę nazywa się zimnym mechanicyzmem. <>. Pierwszą metodą obrony jest ignorowanie wiedzy - mówienie że człowiek jest niezdeterminowany (mimo wszelkiech faktów przeczących temu; mimo całej niedorzeczności sporu). Z jednej strony wiem że to co czuję jest zdeterminowane, z drugiej nie czuję że takie jest. Wiem że wschód słońca jest zdeterminowany, z drugiej czuję że jest piękny. Ignorancja pozwala mi zachować i wiedzę i uczucie. Ba nawet pozwala wzmagać je wzajem. Widzę drzewo i widzę fraktal w jego konarach. Wiedza wzmaga uczucie. Uczucie wzmag wiedzę (pęd do wiedzy).

For nature hates virginity
I wish to be touched
Not by the hands of where's and why's
But by the Oceans' minds

piątek, 4 maja 2007

Dziś matury

Widać że się ludzie na ostatnią chwilę uczyli:


sobota, 17 marca 2007

O twórczości

To, że ktoś zamiast doskonałego dzieła tworzy coś na wskroś opacznego, że ktoś inny zamiast prawdziwych twierdzeń wygłasza same fałszyw, nie jest w istocie ani opaczne ani błędne. Gdyby ów człowiek, mając takie właściwości jakie ma mógł wytworzyć coś doskonałego (...) to raczej tę sytuację należałoby nazwać błędem i opacznością natury.

piątek, 23 lutego 2007

Obława

Zapuściłem sobie w pętli obławy.

Działa mobilizująco :)

czwartek, 15 lutego 2007

Poją mnie wrzosy, paprocie miedziane

i srebrne słońce i lazur głęboki.

Płyną -

doliną - potoki wezbrane -

łączą się -

sączą - przez śniegi, opoki -

łona -

ramiona tulą się w obłoki.

Duch mój okrąża Himalajów szczyty -

grody -

pagody tylko sercu znane -

w sennym klasztorze - spoglądam na morze,

w złotą, błękitną, migotną Nirwanę -

w czarne, bezdenne, spienione granity.



Widzieliście kiedyś srebrne słońce? Kiedy słońce prześwituje przez odpowiednio grube chmury widać jego srebrny zarys. Niesamowite. Cóż za idea. Cóż za symbol.

Słońce owszem ma nieść Ziemi światło i energię, ale to jest tylko połowa jego symboliki. Drugą połową jest wypalanie, oczyszczanie. Słońce jest źródłem pustyni. Słońce choć podtrzymuje życie na ziemi potrafi też go nienawidzić.

Srebrne słońce nie ma tej właściwości. Ono potrafi tylko ogrzewać i dawać światło. O ile Bóg Złote-Słońce jest skorym do gniewu mężczyzną, to Srebrne-Słońce jest wyrozumiałą Boginią.

Nad niebem raju wisi srebrne słońce.

----
-Tak tak mam od czasu do czasu ;-), jak włączam myślenie mityczne; myślenie-symbolami.

sobota, 6 stycznia 2007

To nie Kana Galilejska Jurek...

Właśnie pojąłem dlaczego mi się tak Eragon podoba...

Otóż jego bohater (poza tym że jest Wybranym - choć to słowo w książce nie pada) przez połowę obu tomów zapierdala[1] i to ostro.

...oooOOOooo...

Po prostu dzieciak się uczy pod okiem różnych nauczycieli, oczywiście ta nauka jest nam przedstawiona mocno skrótowo, ale jednak jest to zapierdol. Są tam teksty w stylu: "Eragon nie wiedział że można na raz katować i ciało i umysł" (i inne równie hardkorowe).

Widzicie analogię? Bo ja tak. I bynajmniej nie chodzi mi że jestem wybranym, a raczej o to drugie. . .

...oooOOOooo...

A tak BTW, jest to książka jaką dałbym do ręki swoim dzieciom (w przeciwieństwie do koszmarku serwowanego nam przez Media-Rodzinę), bo oprócz tego że ma ten wątek pracy nad sobą, ma też parę innych, których nie ma w przeciętnej książce dla dzieci (czy tam: young adult). Przykładowo są szare charaktery. Oczywiście jest jasny podział na stronę dobrą i złą, ale jeden gość jest zmuszany do służenia tej złej a czytelnik go nie nienawidzi. I tam parę innych (o empatii, odwadze, poświęcaniu się dla sprawy, o wyborze[2] która sprawa jest dobra, o służbie innym[3]). No i oczywiście podoba mi się patent z nie spaniem. . .

...oooOOOooo...

[1] Jest to zabieg stylistyczny. Albo inaczej: ja się nie uczę --- ja raczej zapierdalam. Whatever. Zresztą taka jedna dostała za to Nike. Więc niech się tani moraliści wypchają, stoi za mną majestat tego szanownego gremium co Nike przyznaje.

[2] Wyborze, czyli nie jest tak że od razu wiadomo kto jest zły a kto dobry i do komu najlepiej służyć.

[3] With great power comes also great responsibility. Tylko że nie jest to wokalizowane, a pokazane.

środa, 27 grudnia 2006

Świadomość mityczna.

Tematem postu jest rozerwanie człowieka pomiędzy dwa ekstrema - racjonalizm i myślenie mityczne. Pomiędzy Mickiewiczowskie "Szkiełko", a "Oczy duszy". Temat narodził się po przeczytaniu pierwszego tomu Eragona (zajęło mi to jakieś pięć godzin - od 11 do 4 rano), w którym zauważyłem dość ciekawe zbieżności z innymi książkami.

Są dwie możliwości - albo autor czytał Ursulę K. Le Guin, albo na rzeczy jest coś grubszego. Białołęcka, Guin, Paolini no i te moje nieszczęsne niedopracowane utwory są bardzo podobne w wymowie. Wszystkie są opowieściami o dojrzewaniu, we wszystkich są smoki, i mam tu na myśli to samo pojęcie smoka - smoka myślącego, magicznego, dość tajemniczego (a już na pewno mającego swoje tajemnice), smoka który jest lekko zwierzęciem a jednak jest bardziej ludzki niż większość indywiduów spotykanych na ulicy. W trzech z tych dzieł (tj. u Guin tak nie jest) głównym bohaterem jest tandem człowieka i smoka, połączonych telepatyczną więzią, wznoszących się ponad różnice aż do jakiegoś uniwersalnego związku. W utworach tych też, chłopak (bo w tandemie jest chłopiec i smok) potrzebuje smoka by rozwinąć pełnie sił, rozwinąć swe skrzydła i zmienić świat. We wszystkich tych książkach chłopiec ma misję uleczenia świata od jakiejś skazy: Białołęckiej jeszcze nie wiadomo dokładnie od czego, wiadomo tylko że los magii w tym świecie zależy właśnie od naszych bohaterów; U Paoliniego skazą jest szalony władca; U Guin rozbicie świata na dwie części; U mnie to w ogóle jest katalizatorem kompletnej przebudowy. I bohater nasz nie poradziłby sobie ze swoją misją, nie mówiąc już że nie uświadomił by sobie jej.

I o tyle o ile, wiem że wszyscy mogli czerpać wiedzę o smokach z jednego źródła, o tyle nie wierzę żeby Paolini czytał Białołęcką. A wiem też, że ja też jej nie czytałem, kiedy pisałem te swoje opowiadania. A w tych trzech właśnie pojawia się motyw chłopca, który przy towarzystwie smoka z którym jest połączony telepatycznie, dorasta.

Mógł to być zbieg okoliczności. A jeśli nie?
Może rzeczywistość nie jest taka racjonalna i na pewnym jej poziomie są smoki, i do tego poziomu autorzy ci dotarli.

OBRAZ: Może nasza racjonalność obowiązuje tylko w jasnym świetle lamp żarowych, a w półcieniach rezydują fantastyczne stwory, budzące się właśnie z wiekowego snu do którego położyli je Ojcowie rewolucji technicznej - Wat, Carnot, Edison czy Ford. Może starzy ludzie z głębokiej wsi maja rację, zostawiając skrzatom resztki wieczerzy na stole.

A może to przebłysk nowego archetypu, który powoli wypływa z mrocznych wód pan-ludzkiej nieświadomości, z ciemnej krainy memów. Może właśnie obserwujemy jak rodzi się nowa mitologia, której tak pragną znudzone racjonalnością dusze człowiecze.

ALEGORIA: Bohaterowie Star-Treka w jednym z odcinków (TOS:"Those who mourn for Adonis") spotykają boga - Apolla. Ten swą ręka zatrzymuje ich statek, a kapitana Kirka i jego dzielnych oficerów zmusza do zejścia na planetę. Ci, zamiast czcić go jako boga, zaczynają go badać, w końcu dochodzą do wniosku że to "Potężne stworzenie, które posiada wewnętrzny organ pozwalający mu przetwarzać energię.". Bóg słysząc takie tech-talk podupada na duszy, spuszcza swoją gardę, a wtedy Enterprise niszczy go wystrzałami z Phaserów.

"Mierzyli odległość pomiędzy Ziemią a Bogiem" [UKL]

Możliwe, że by żyć dobrze, musimy poświęcić coś z naukowego racjonalizmu, nauczyć się tęsknić za niespełnialnym. Ale możliwe że wtedy wystawiamy dusze na piękne marzenie, piękne chcenie, a zimny racjonalny świat pozostanie głuchy na nasze słowa "Niech się stanie".

OBRAZ [HH]: Człowiek wychodzi z jasnych dolin i zaczyna wspinać się w ciemne puste, strome góry. Dochodzi na szczyt najwyższej skały i doznaje olśnienia. (Przynajmniej mniej więcej)
-"Trudna droga"

Możliwe że w ten sposób zejdziemy z nagich granitowych skał, z zimnych, wietrznych gór racjonalnego myślenia. Zejdziemy w piękne kwieciste doliny, czy jak kto woli pierwotny matecznik, dziki i niedostępny i spędzimy resztę czasu tam zadowaląjac się ułdą ciepłego słońca i pięknych kwiatów. Podczas gdy prawdziwe szczęście jest najbardziej smaganym wichrami, najzminiejszym i najbardziej smaganym szczycie. Szczycie który jest symbolem odejścia od iluzji i wszelkiej mityczności.

Reklama:

Zachęcam do zajrzenia na: http://fizolof.blogspot.com/

Moja strona domowa zmieniła adres: http://jbhome.wikidot.com/

Ta strona nie będzie już updejtowana. Blog został przeniesiony na: http://jbhome.wikidot.com/blog:start

Blog: